niedziela, 27 kwietnia 2014

"Skok w przeszłość"

Witajcie! W końcu dobra duszyczka mi sprawdziła to dość długie opowiadanie, nad którym się dłuugo męczyłam. ^^ Heh, zapraszam do czytania i myślę, że Wam się spodoba. Proszę o jak najwięcej komentarzy. One bardzo motywują i wiem co mam poprawić w swoim pisaniu opowiadań. 
No to Let's go! :3

Beta:Hikari
Paring:Reituki
Ostrzeżenia: Wulgaryzmy oraz scena erotyczna.
 
 

[Ruki]

Właśnie cały w skowronkach gnałem na spotkanie z Suzukim. Chciałem w końcu mu powiedzieć to, co do niego czuję. Tak długo to ukrywałem, za długo. Stanąłem przy przejściu dla pieszych, rozejrzałem się lewo, prawo i ponownie tak samo, nic nie jechało. Więc patrząc już tylko na osobę, która stała przy bramie do parku Sakury, który tak uwielbiałem. Kochałem tam wszystko, co się tam znajdowałem. Wszedłem na pasy. Stawiałem kolejne kroki na asfaltowej ścieżce, nad którą unosiła się białą kurtyna, zwana mgłom. Na ulicy było już głucho, ludzie rozeszli się do swoich domostw. Będąc w połowie usłyszałem głośny warkot silnika, a po chwili oślepiły mnie reflektory auta. Byłem jak takie typowe leśne zwierze, zamiast uciekać stanąłem w miejscu jak wryty. Samochód rozpędzony do 200km/h, po chwili uderzając we mnie. Moje ostatnie słowa brzmiały „Akira! Kocham Cię!”, a potem poczułem silny, niewyobrażalny ból w klatce piersiowej, jak i na całym ciele. Siła, z jaką we mnie uderzył była ogromna, aż mnie odrzuciło. Uderzyłem o asfalt. Moje kości zaczęły się łamać, a krew uderzyła do głowy znajdując swoje ujście w moich ustach. Strumyczek krwi spłynął po moim policzku rozlewając się na podłoże. Usłyszałem dźwięk karetki, a potem krzyk Akiry. Wszystko do moich uszu dochodziło stłumione oraz z lekkim opóźnieniem. Uchyliłem ciężkie powieki i ujrzałem po raz ostatni Akirę. Przymknąłem ponownie oczy i zmarłem. Aki, Przepraszam.
[Reita]

To wszystko wraca od dziesięciu lat. Pamiętam to jakby było to wczoraj. Co noc mam koszmary związane ze śmiercią Takanoriego. Te słowa „Akira! Kocham Cię!” rozbrzmiewają mi w uszach jak niekończące się echo. Dziś jestem zwykłym pracownikiem, niebyt ciekawego biura, mam żonę, dzieci, ale, na co mi oni jak nie mam mojego najlepszego przyjaciela do rany przyłóż? Powoli się zaczynam zastanawiać jak ja mogłem być tak głupi i nie zauważyć, że Taka żywi do mnie takim wspaniałym uczuciem. Z żoną się nie dogaduję, a dzieci mają mnie gdzieś, jak to nastolatkowie. Usiadłem na kanapie, trzymając zdjęcie moje i Taki z drugiej klasy liceum, kiedy w taki brutalny sposób los odebrał mu życie. Na zdjęciu jego oczka pałały szczęściem i miłością. Na nim obejmowaliśmy się jak przyjaciele, głupoty na wycieczkach klasowych. Heh. To już dziesiąta rocznica jego śmierci. Zastanawiam się jak ja jeszcze nie rzuciłem się z mostu, nie pociąłem i kij wie co.
Przygotowałem różne ściereczki, płyny do mycia nagrobków i nabłyszczacze przed przyjazdem na cmentarz. Przemierzałem różne sektory tego cmentarza. Doszedłem na sam koniec sektora VI, ujrzałem czarny, grafitowy nagrobek. Położyłem białe lilie, które tak kochał oraz orchidee na ławce, a obok niej postawiłem czarne wiaderko z różnymi przyborami, wodę oraz kilka białych kadzideł. Przeżegnałem się i zacząłem myć nagrobek. Najdelikatniejszą ściereczką wymyłem jego podobiznę obok sentencji, zdjęcie legitymacyjne, wyglądał uroczo z tym sweterkiem czarnym i koszulą. Uśmiechnąłem się czyszcząc zdjęcie, a następnie przejeżdżając po nim palcem. Ubrałem rękawiczki ogrodnicze i wyrwałem wszystkie chwasty. Nalałem do wazonu jednego i drugiego wody do pełna ładnie układając w czarnym marmurowym wazonie białe, piękne oraz rozłożyste lilie. Natomiast w białym także marmurowym wazonie lekko różowe gałązki orchidei. Ustawiłem przy lipnej książce jeden z trzech kadzideł i zapaliłem go, a następne dwa ułożyłem tak by w miarę estetycznie wyglądało.
Po całej robocie wygrabiłem dookoła i ponownie się przeżegnałem modląc się pod nosem. Pozbierałem wszystko i uśmiechając się poszedłem. Zaczęło padać, grzmieć i błyskać. Pospieszyłem swoje kroki do wielkiej żelaznej bramy. Dotarłem do niej po chwili. Chwyciłem za klamkę, pojawił się błysk, grzmot i piorun, który walnął w bramę. Poczułem ból, moje ciało aż odrzuciło. Otworzyłem oczy, świat wirował. Za szybko. Przymknąłem oczy, zaczęło kręcić mi się w głowie.
***
Do moich uszu dobiegł bardzo irytujący dźwięk jakiegoś urządzenia nowej generacji Japońskiej. Jako budzik miał ustawione którąś stację radiową, była bardzo głośna, wręcz denerwująca, a sam prezenter tego radia miał irytujący głos. Strasznie drażniło to moje uszy. Otworzyłem niechętnie oczy, a ręką chciałem wymacać ów urządzenie, znajdujące się na nie dużej szafce nocnej stojącej obok jednoosobowego łóżka, będącym ( I tu szok, ponieważ wygodną!) kanapą. Moje czekoladowe oczy ujrzały biały sufit, a potem fioletowe ściany pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Z przyzwyczajenia chciałem się podrapać po „lekkim” zaroście, który zazwyczaj mnie witał w piękne poranki takie jak dziś. Gdy w końcu moja ręka spoczęła na policzkach oraz brodzie za orientowałem się, że ów zarostu nie było. Poderwałem się nagle z łóżka i znajdując pierwsze lepsze lustro, rzuciłem się w jego stronę. Stanąłem jak wryty w podłogę. Moja twarz nie wykazywała zmęczenia pracą w biurze, ale odbicie ukazywało młodą (bardzo przystojną mrruu) twarz nastolatka. Policzki i broda były gładkie jak pupcia niemowlaka. Znów byłem bardziej muskularny jak za czasów liceum. Spojrzałem w bok na szafę z ubraniami, gdzie rzucił mi się w oczy granatowy mundurek szkolny! Zdziwiony podszedłem, a na wieszaku wisiał dodatkowo identyfikator, który za w okresie licealnym musiałem nosić by łaskawie ten stary pryk, woźny, wpuścił mnie łaskawie do szkoły. W celu ubrania się otworzyłem szafę z ubraniami. Jednak szybko tego pożałowałem. Po kolei spadały na mnie pewne części mojej garderoby, które były upchane na chama. Na końcu spadła na mnie pewna gazetka, albo raczej magazyn. Zdjąłem go z głowy, a na moje policzki wkradły się nieproszone rumieńce. Na okładce ów gazetki znajdowała się roznegliżowana kobieta, o pięknych kobiecych kształtach. Od samego patrzenia na moje usta wkradł się niewinny uśmieszek. Jednakże wolę nie wiedzieć, czemu niektóre strony są posklejane czymś. Uświadamiając sobie, czym są ów strony sklejone, magazyn wypadł mi natychmiastowo z rąk, które zacząłem wycierać w czarne spodnie dresowe robiące mi za piżamę. Z zawstydzeniem spojrzałem ponownie w bok, ponieważ moje oczy zarejestrowały bardzo oczojebny kolor w pobliżu. Na żółtego koloru kartce czarnym pisakiem i wielgaśnymi znaczkami pisało „Sprawdzian z historii! 31.03.1994 !!!”. Troszkę pobladłem, ponieważ nigdy nie byłem dobry w te klocki. Poniżej oczojebnej kartki „przypominajki” wisiał plan lekcji. Dziś miałem udać się do mojej Alma Mate na godzinę jedenastą. Mój wzrok w chwili obecnej po przeczytaniu zaczął szukać jakiegoś zegara naściennego. Po chwili rzucił mi się w oczy taki w kształcie gitary basowej. Wskazówki zegara wskazywały godzinę dziewiątą. Odetchnąłem z ulgą. Odwiesiłem z wieszaka uniform szkolny kładąc go na swoim posłaniu. Dorzuciłem jeszcze parę białych skarpetek oraz czystą o dziwo parę bokserek. Ruszyłem w stronę białych drzwi wyjściowych z pokoju. Z tego, co zauważyłem mój pokój znajdował się na piętrze sąsiadując z łazienką, a na drugim końcu korytarza znajdował się pokój rodziców oraz tzw. graciarnia. Po otworzeniu drzwi na mnie rzuciło się jakieś niezidentyfikowane stworzenie o bujnej sierści, masywnej posturze oraz szorstkim językiem. Tym stworzeniem okazał się być mój pies, owczarek niemiecki długo włosy, Miku. Zaraz, ale ona zdechła jak kończyłem studia! Przecież jak to może być możliwe! Dobra, nieważne to się robi coraz to bardziej dziwne. Zwalając psinę z siebie, ukryłem się w łazience. Ów pomieszczenie było urządzone w stylu dizjanerskim. Dominującymi kolorami były na pewno brązowy oraz taki kremowy. Duży wanno/prysznic, umywalka, od kija ozdóbek, lustro, kosmetyki, więcej kosmetyków, ubikacja itp. Pierwsze, co zrobiłem to wziąłem porządny prysznic, gdyż byłem spocony jak knur. Po „wypachnieniu” się, jak to nazywała moja mama, z ręcznikiem na biodrach wyszedłem. Stanąłem przed lustrem i wysuszyłem włosy, później robiąc standardowego koguta na głowie. Po podkreśleniu oczu wyszedłem z pomieszczenia. Przy ubieraniu się spoglądałem w okno, które miało widok na ogród i kawałek ulicy. Zauważyłem na zszarzałym chodniku nie za wysoką osóbkę o czarnych włosach i idealnie wpasowanym szkarłatnym lekko już wyblakłym pasemku. Serce mi mocniej zabiło, co było dość dziwne. Za dziwne. Niby zadowalam się przy magazynie „Play Boy”, a serce wariuje na widok ślicznego przyjaciela? Którym był Takanori?! Pospiesznie zawiązałem niedbale krawat, a plakietkę włożyłem do kieszeni. Do torby wrzuciłem pierwsze lepsze książki z biurka, wybiegając z pokoju bez niczego. Jakiegokolwiek śniadania czy też napoju. Otwierając drzwi z rozpędu poczułem opór, który ustąpił po chwili, a zamiast nich pojawiły się jęki mojego przyjaciela, który oznajmiał z bólem i wściekłością w głosie, że zaraz mnie wypierdoli ze schodków tarasu. Po odsłonięciu poszkodowanej osoby, (którą mi zasłaniały drzwi oczywiście) ujrzałem piękną istotę o mlecznej oraz rumianej jak zorza twarzyczce, włosach, które poprzez upadek stały się ułożone w nieład powiewający na chłodnym, letnim, porannym wietrze zażywając porannych kąpieli słonecznych.
- Takanori.
Z ust, które miałem otwarte tak szeroko jak dziupla, wydarł mi się cichy szept.
- Nie kurwa Pinokio.
Odrzekł swoimi pięknym oraz gładkim jak jedwab głosem z nutką złości.
- To ty żyjesz?
Zapytałem z niedowierzaniem. Uklęknąłem przy nim i dotknąłem dłonią jego gładką, bez skazy twarzyczkę. Pogłaskałem go, a po chwili mocno przytuliłem.
- Taka.
Szepnąłem łamiącym się głosem, a z oczu pociekły pojedyncze łzy. Boże, on żyje! Chwała Buddzie!
- Akira wiem, że długo się nie widzieliśmy, całe aż 9 godzin, ale spokojnie.
Zaśmiał się swoimi podobnym do słowika śmiechem i też mnie przytulił. To było urocze.
Droga do szkoły minęła nam szybko, ponieważ ostro musieliśmy biec by zdążyć na pierwsza lekcję jaką była matematyka. Nigdy jej nie lubiłem. Stanęliśmy pod salą z numerem dwadzieścia cztery. Ustawiliśmy się w parze za całą naszą klasą, która liczyła trzydzieści osób. Byliśmy nieźle zmęczeni. Oparłem się ramieniem o ścianę, która była tak przyjemnie chłodna. Przyjemne uczucie jednak nie trwało długo, co mnie bardzo zasmuciło. Zwlokłem się do pomieszczenia zwanego klasą zajmując swoje miejsce przy oknie. Natychmiastowo otworzyłem je w celu ochłody. Klasa bardzo ukoiła mnie swoim kolorem ścian(mając na myśli zieleń). Szczególnie lubiłem tą klasę. Podczas gdy nauczyciel jak i nasz wychowawca, (który swoją drogą był całkiem spoko!) Sprawdzał obecność uczniów na lekcji, zacząłem się przyglądać wiszącym na korkowych tablicach oraz w antyramach gazetką o różnej tematyce. Jedna nosiła tytuł „Mów językiem matematyki!”, druga zaś „Kącik dla rodowitego Otaku (^w^) „ no, a następne były z życia szkoły. Najbardziej przykuła moją uwagę gazetka o tytule „Tokio oczami licealisty”. Czytałem uważnie, co tam jest. Takie rzeczy, które tam były zamieszczone to ja nawet przez tyle lat życia nie wiedziałem! Z czytania gazetki wyrwał mnie głos nauczyciela, który dochodził z okolic mojej ławki.
- Suzuki, nie śpij.
Oznajmił nauczyciel do mnie, zadając mi pytanie z poprzednich lekcji. Pech chciał, że akurat z książek, które znajdowały się na biurku nie wziąłem akurat matmy. Zacząłem przetwarzać pytanie nauczyciela. Mój mózg chyba uciekł, ponieważ za nic w świecie nie wiedziałem, o co chodzi. Nauczyciel widząc, że mój mózg się przegrzewa(Pewnie gdyby były to kreskówki to z nosa i uszu ulatniałby się dym, mówię Wam!)zostawił mnie w spokoju i spytał Takanoriego, który po chwili namysłu, prawie natychmiastowo podał prawidłową odpowiedź, która była banalna! Popatrzyłem kątem okna na sąsiada z następnej ławki. Był śliczny, rumiana twarz, piękne duże oczy, malinowe usta, mleczna skóra, urokliwy uśmiech. Od samego patrzenia moje policzki zapłonęły ostrymi rumieńcami, które próbowałem zakryć czymkolwiek, padło na moją przepaskę na nosie, która była wręcz nierozłączna z moją twarzą. Jak tylko Takanori zaczął się rozglądać z zainteresowaniem(zapewne poczuł jak ja go obserwuję, a wręcz gwałcę wzrokiem) odwróciłem wzrok zarumieniony. Kurwa, co się ze mną dzieje? Przecież nie jestem homoseksualny! N-no przecież mam w pokoju magazyn z obnażonymi kobietami. To chyba jakiś dowód? Co nie? Ale Takanori jest taki uroczy, słodki, rzygam tęczom. Po chwili Takanori spojrzał w końcu na mnie, wcześniej upewniając się, że nikt z klasy go jednak nie obserwował wcześniej, uśmiechnął się, ukazując swoje białe ząbki, i pomachał mi. W spodniach przez niego zaczęło mi się robić ciasno. Słyszałem jego chichot, pewnie zauważył rumieńce. Jak na złość po chwili do moich uszu dotarły głośny dzwonek, oznajmujący, że koniec godziny lekcyjnej.
- Pierdol się, pieprzony dzwonku.
Warknąłem cicho w myślach. Nie mógł poczekać aż to podniecenie przejdzie i nie będę mieć namiociku w spodniach?! Troszkę jeszcze bardziej zawstydzony wyszedłem z klasy z plecakiem, biegnąc po chwili wręcz jak oparzony. Biegłem przez kolejne korytarze do ubikacji. Można powiedzieć, że się za mną aż kurzyło. Czemu w tej szkole jest tyle schodów!? Po kolejnych schodach zszedłem na poziom piwniczny tym samym docierając do toalet męskich. Wparowałem do ostatniej kabiny oddalonej o jakieś 10 innych kabin od drzwi i usiadłem na „tronie”, ciężko dysząc. Po chwili próbowałem wyrównać oddech na bardziej spokojny.
Lekcje do upragnionego wychowania fizycznego na basenie należącym do naszej szkoły był dla mnie zbawieniem. Kocham pływać. Odpręża mnie to w każdy możliwy sposób. A z tego, co zauważył Takanori niezbyt potrafi pływać(No pływanie to moje drugie zamiłowanie, ale góruje u mnie stanowczo piłka nożna), a to doskonała okazja by się do niego zbliżyć(A co! Akira Casanova wkracza do gry!). Jednakże niezbyt zadowolony z siebie wziąłem moją czarną torbę z SexPistols. Wyszedłem uspokojony z kabiny w ubikacji, podchodząc do zlewu otworzyłem kurek z zimną wodą. Nabrałem trochę wody na dłonie i chlapnąłem sobie prosto w twarz, spoglądając w lustro.
- Jesteś żałosny. Spasowałeś po jego spojrzeniu.
Skarciłem sam siebie, mówiąc do odbicia w lustrze, przemywając ponownie twarz przyjemnie chłodną cieczą, płynącą z kranu. Wziąłem głębszy oddech, cicho wzdychając. Jedną ręką wsparłem siebie o umywalkę, zaś drugą sięgnąłem po papierowe ręczniki. Jednak nadaremno, ich nie było. Warknąłem coś niezrozumiałego dla świata, wyjmując ręcznik, który przygotowałem na zajęcia pływackie. Opatuliłem czarnym, szorstkim ręcznikiem na chwilę zmoczoną twarz, wzdychając cicho, litując się nad własnym losem. Schowałem nawet nie wilgotny ręcznik do torby, wychodząc z pomieszczenia. Zacząłem się kierować w stronę schodów prowadzących na parter. Będąc przy drzwiach wyjściowych na boisko ręką zaczesałem przydługą grzywkę bardziej na twarz. Przemierzając wielkie boisko, które musiało być aż podzielone na sektory wyjąłem z kieszeni kurtki paczkę papierosów, wyjmując jednego cienkiego. Po chwili w moich łapkach znajdowały się zapałki, które po chwili pozwoliły mi zapalić papierosa. Zaciągnąłem się głęboko, rozglądając po wielkim, ale to wielkim boisku do piłki. Usiadłem na zielonej murawie, ponownie zaciągając się papierosem. Zatrzymałem dym na kilka sekund w płucach i wypuściłem już niewielkie ilości dymu tytoniowego. Papieros bardzo szybko się tlił, więc zgasiłem go o bruk, zostawiając sam ustnik papierosa wraz z filtrem. Podniosłem swoje cztery litery z ciepłej murawy, idąc do hali gdzie znajdował się basen. Wszedłem przez wielkie szklane drzwi do holu skąd wziąłem kluczyk oraz równocześnie zostawiając kurtkę wraz z dobytkiem gdzie zabierając tylko ze sobą torbę z akcesoriami basenowymi. Skierowałem się w skarpetkach do szatni, gdzie dominował kolor granatowy. Jakiego także była koloru zawieszka od kluczyka należącego do tej oto szatni. Szatnia chłopięca była dość prymitywna. Kilka rzędów szafek, ułożonych blisko siebie wraz z ławkami. Jedna przebieralnia na jakieś raz, dwa, trzy...Dwadzieścia szafek dla uczniów, więc moim zdaniem to stanowczo za mało. Otworzyłem swoją szafkę z numerem czternaście w celu włożenia tam swojej torby, a wcześniej wyjęcia potrzebnych rzeczy takie jak kąpielówki, okularki do nurkowania oraz gumkę do włosów. Zdjąłem zegarek z nadgarstka zostawiając w szafce wraz z komórka i kluczami do mojego domostwa, zamknąłem ją zakładając granatowy pasek z kluczykiem na nadgarstek, skierowałem się do przebieralni. Zdjąłem swoje odzienie z ciała, zakładając na tyłek czarne kąpielówki i związałem włosy w kitkę. Wrzuciłem jeszcze do szafki ubranie by potem się skierować swoje kroki w stronę białych drzwi, które po naciśnięciu klamki i otworzeniu ich, moje oczy bardzo ucierpiały. To uczucie, kiedy w pomieszczeniu z prysznicami i toaletami jest tak oświetlone, że aż oczy bolą, ponieważ nie zostały przyzwyczajone do takiego natężenia światła. Mrużąc chwilę oczy zmoczyłem swoje ciało wodą, a następnie wychodząc na pływalnie zrobiłem krótką rozgrzewkę, gdy tamci już dawno pewnie pływali. Nauczyciel coś burknął pod nosem, kreśląc coś w swoim prywatnym dzienniku by zaznaczyć, że jednak uczestniczyłem w zajęciach wychowania fizycznego.
Pływałem w kółko, po prostu nie chce mi się dziś ćwiczyć. Kątem oka doglądałem sobie chłopaka moich westchnień? Chyba tak mogę nazwać Takanoriego. Zatrzymałem się i chwyciłem metalowej linki z walcami plastikowymi, patrząc z rozczuleniem na męczącego się chłopaczka. Chciałem mu pomóc, zagadać, ale nie umiałem. Bałem się, że mnie inni wyśmieją. Kurde Casanova wymiękł! Odpłynąłem dalej, nie mogę pokazać, że jestem jakimś mięczakiem, a wolę nie wyjść na jakiegoś czułego gościa. Choć w głębi serca taki jestem. Jednak jest coś dla mnie straszniejsze niż wyśmianie przez innych ludzi z mojej klasy, ogólnej społeczności szkolnej, a mianowicie to, że Takanori może mnie wyśmiać. Zastanawiam się, dlaczego potrzebowałem aż drugiej szansy by zauważyć to, co do niego czuję? A co jeśli to tylko jakieś pieprzone zauroczenie. Eh. Serce ogarnij się proszę.
Pi kawa przyspieszyła swój bieg, który mogłem śmiało porównać z galopem konia. Każde uderzenie jego czułem dogłębnie. Przełknąłem ślinę i podpłynąłem powoli w stronę Taki. Byłem blady i można powiedzieć, że trochę cykałem się. Chłopak rozmawiał z Yuu. Ustalmy, że trochę zbladłem. Zamyśliłem się i coś, a raczej ktoś przepłynął przede mną. Wystraszyłem się. Co w rezultacie dało zachłyśnięcie się przeze mnie wodą z chlorem, kaszlałem jak głupi nabierając gwałtownie powietrza by móc normalnie oddychać. Wszyscy się spojrzeli na mnie, przez co spaliłem się na czerwono.
- Ehm. Co się tak patrzycie? Tu się nic nie dzieje.
Odburknąłem, gdy wszyscy wpatrywali się we mnie jak na kosmitę. Kurde, zachłysnąłem się tylko! Ludzie, gdy w dalszym ciągu gapili się na mnie wyszedłem szybko z zbiornika basenu idąc szybko w stronę szatni. Usiadłem na ławce w pomieszczeniu, gdzie znajdowały się szafki. Stąd słyszałem jak klasa, która została na basenie chichotała, gadając jakieś rzeczy, których niezbyt mogłem zrozumieć, ponieważ były bardzo nie wyraźne. Po chwili w drzwiach dzielących pomieszczenie z prysznicami, a szatniami stanęła niska osóbka o chudej sylwetce. Kątem oka zobaczyłem, że ów osoba zaczęła się kierować w moją stronę. Jasne światło idealnie przylegało do kontur ciała tej istoty. Po chwili świetliste kontury zniknęły, a osoba, która okazała się Takanorim usiadła obok mnie. Pobladłem, a serce wyrwało się ze spokojnej arytmie, przechodząc do cwału, ponieważ nie można było tego nazwać galopem!(Dosłownie. ;_: )
- Ue-chan, co jest? Źle wyglądasz, źle się czujesz?
Pytał, pytał. Po salwie pytań na to czy wszystko ze mną okay, czy na pewno nie iść po nauczyciela, zauważyłem, że zapomniałem o najważniejszym! O oddychaniu! Od razu wziąłem głęboki oddech. Uh.
- Taka-chan, wszystko okay, zachłysnąłem się tylko.
Odpowiedziałem sucho i obojętnie. Zauważając lekkie zawiedzenie i smutek na jego twarzy moje serce zmiękło, a sam chciałem sobie za to strzelić w pysk. Buddo, widzisz i nie grzmisz!
Po niezbyt udanej lekcji wychowania fizycznego, przebrałem się szybko i w skarpetkach na wpół mokrych przez zmoczoną podłogę w pomieszczeniu, gdzie pojawiła się zgraja idiotów, debili, kujonów oraz pięknego chłopaczka(No oczywiście, że mam na myśli Takanoriego! ^.^) wychodzących z basenu. W rzędzie niebieskich, plastikowych oraz iście nieziemsko niewygodnych krzesłach odłożyłem mój dobytek. Wyciągnąłem z torby szczotkę, lakier do włosów oraz moją opaskę na nos. Podszedłem do lustra, gdzie odbicie mojej twarzy było iście blade jak ściana. Rozejrzałem się po mega długim pomieszczeniu bądź swojego rodzaju korytarzu w poszukiwaniu jakiejś pindrzącej się dziewczyny. Wzrokiem dostrzegłem niedaleko ów niewiastę niskiego wzrostu o czarnych, długich do pasa, lekko kręconych włosach. Ubrana była w różową w czarne kropki tunikę, czarną miniówkę oraz białe kolanówki i różowe kozaki wiązane na korku(Pewnie już lekcje skończyła, że nie w mundurku). Podszedłem szybko do niej, akurat nakładała make up.
- Hej, wiem, że się nie znamy i w ogóle, ale możesz mi dać trochę fluidu?
Zapytałem prosto z mostu. Dziewczyna spojrzała się w moją stronę z wielkim znakiem zapytania na twarzy(No jejku czy to takie dziwne, że chce fluid! Ale..Hm.. Dobra. Tak to jest dziwne!). Po chwili wycisnęła mi niewielką ilość fluidu z beżowej tubki na moją dłoń. Podziękowałem zaczynając odchodzić. Stanąłem ponownie przed lustrem, szczotką zaczesując włosy do tyłu by po chwili ów fluid zaczynając nakładać na twarz. Rozsmarowałem to po twarzy dokładnie. Wziąłem się za wysuszenie włosów. To był jednak zły pomysł by najpierw nakładać to coś! Zmazałem to, szybko podstawę każdego makijażu kobiety, susząc włosy. Długo mi to zajęło, ponieważ mam dość bujne włosy, ale damy radę. Gdy tylko skończyłem wyglądałem jak mop <dop bety. On tak ciągle teraz wygląda xDD >. Włosy rozfalowały się. Wziąłem szczotkę i rozczesałem je. Kątem oka zauważyłem, że ta dziewczyna, od której wziąłem troszkę fluidu zaczyna się ulatniać. Natychmiastowo rzucając się w jej stronę, w skarpetkach. Na tych śliskich kafelkach odwalałem chyba taniec na ludzie, ponieważ zacząłem się ślizgać. W rezultacie nie wyhamowałem, co dało wjechanie w ów dziewczynę. Upadliśmy razem. Do uszu doszły do mnie ciche przeklinanie dziewczyny. Otrząsnąłem się, podnosząc się natychmiastowo. Wyciągnąłem rękę do tej kobiety, pomagając tym jej wstać.
- Przepraszam, nie wyhamowałem.
Burknąłem cicho pod nosem, spuszczając głowę w geście skruchy. Dziewoja otrzepywała się(Nie była nawet brudna, ale to pomińmy!) nadal mieszając mnie z błotem.
- Czego chcesz znów?
-Em, no ja chciałem poprosić o jeszcze odrobinkę fluidu.
Zaśmiałem się nerwowo. Zaczęła szperać w swojej puchatej, oczojebnej różowej kosmetyczce wyciągając po chwili tą samą beżową tubkę, podając mi ją z tekstem: „Jest już prawie na wykończeniu. Wyciśnij ile chcesz i wywal”. Podziękowałem po chwili. Odszedłem do lustra, gdzie rozsmarowałem już końcówką fluid na twarzy. Wywaliłem tubkę i ułożyłem szybko włosy na lakier. Pochowałem wszystko do czarnej torby. Wziąłem ją przewieszając na ramie, chwyciłem za drugą tą basenową i wyszedłem. Podszedłem do lady gdzie położyłem numerek od mojej kurtki. Nie było już żadnej kurtki należącej do któregoś człowieczka z mojej klasy. Westchnąłem cicho, odbierając moją kurtkę i wyszedłem szybko. Na boisku po drodze ubrałem buty, a potem skierowałem się do budynku szkolnego. Słońce świeciło jak jakaś lampa, zero wiatru, nic. Westchnąłem zaczynając szukać jakiegoś napoju w torbie. Przystanąłem nawet i spojrzałem do środka. Przeszukałem pięć razy, ale nadal nie mogłem znaleźć tego, czego poszukiwałem. W końcu odpuściłem, dopuszczając do siebie myśl, że po prostu z pośpiechu zapomniałem spakować butelkę z wodą, a nawet jakiś posiłek. Zrezygnowany brnąłem dalej w tej kąpieli słonecznej mając dłonie w kieszeniach spodni. Przebierałem materiał kieszeni, gdy po chwili moje dłonie wyczuły jakieś papierki. Wyjąłem je po chwili, mordka mi się cieszyła, że jakieś pieniądze, a tu lipa. Papierki okazały się wykorzystanymi ściągami na fizykę. Schowałem je ponownie i spojrzałem w dół. Zauważyłem, że leżą jakieś papierki przypominające pieniądze. Podniosłem je po chwili z nadzieją, że to być może jakieś banknoty. Schyliłem się i otworzyłem dłoń kierując wzrok w nią. Rozwinąłem ów papierki z dłoni, po chwili uśmiechnąłem się widząc ukazujące się nominały. Liczyłem chwilę pieniądze znajdujące się na mojej dłoni. Z wyniku, który wyszedł mi z obliczeń, zacząłem rozmyślać nad tym, co mogę za tą kwotę kupić w sklepiku szkolnym. Zacząłem się kierować w stronę wejścia do szkoły rozmyślając. Z rozmyśleń wyrwało mnie to, że poczułem jakiś upór, który po chwili ustąpił, a ja upadłem na swoje cztery litery. Do moich uszu doszły znajome dźwięki, które groziły mi. Spojrzałem w stronę skąd dochodziły ów odgłosy. Ujrzałem Takanoriego. Miał ślicznie roztargane czarno-czerwone włosy, a dookoła jego osoby leżały rozwalone notatki oraz lekko poszkodowany telefon.
- Przepraszam!
Pisnąłem podnosząc się natychmiastowo na rzecz pomocy mu. Pozbierałem wszystko pędem z podłogi i wziąłem telefon. Ekran dotykowy był pęknięty.
- Shit. Takanori ja przepraszam. Zapłacę za naprawę.
Szepnąłem skruszony w jego stronę. Spuściłem głowę by nie oglądać jego zapewne rozgniewanej miny. Telefon to jego skarb nad skarbami(Pomijając jego kolekcje okularów przeciwsłonecznych). Chwilę pomyślałem. Zaraz, nikogo tu nie ma. Mogę go zaprosić na taką randkę, a on nie będzie o tym wiedział! A jak mnie wyśmieje nikt się nie dowie!
- Takanori?
Spojrzałem na niego prostując szyję, nadal jeszcze gdzieś uciekając wzrokiem. Był bardziej załamany stanem telefonu niż rozgniewany.
- Słuchaj Taka-chan, masz może na dziś jakieś plany? Bo wiesz pomyślałem, że może po szkole pójdziemy się przejść? Tak na lody czy coś. Zaniesiemy go od razu do naprawy.
Zaproponowałem. Spojrzałem w końcu w pełni na jego piękna twarz, gdzie poprawiał rozczochrane włosy. Na jego mlecznej twarzyczce pojawił się nieśmiały uśmiech, a oczy zaczęły błyszczeć szczęściem, gdy trzepotał swoimi długimi rzęsami, a w tym czasie jego policzki rozpłynęły na kolor ostrej czerwieni.
- Wiesz Aki. Ta się składa, że na dziś nie miałem i tak dziś nic przewidziane, więc chętnie się z tobą gdzieś przejdę.
Uśmiechnąłem się, cicho chichocząc. Uroczy.
- To jesteśmy umówieni.
Zaśmiałem się i oddałem mu wszystko, a potem poleciałem do sklepiku by w końcu kupić coś do jedzenia, bo mi żołądek do krzyża przyrośnie. Stanąłem przed ladą z małym „loading” na twarzy. Wybrałem po chwili najtańszą wodę i pączka z ajerkoniakiem. Aż ślinka cieknie!
***
Po szkole zaraz złapałem Takanoriego. Na korytarzu szkolnym panował straszliwy harmider, który wywołał panujący tam tłok uczniów oraz nauczycieli. W międzyczasie, gdy Takanori powolnie pakował swoje książki do torby, podszedłem do haków na ubrania, biorąc jedną czarną kurtkę skórzaną oraz jedną w kolorze popielu kurtkę ze skóry ekologicznej. W drodze powrotnej położyłem mu na ławce ów odzienie. Będąc przy swojej ławce, nałożyłem swoją kurtkę.
-Hej, to jak idziemy?
Zapytałem czarnowłosego młodzieńca, który zakładał swój ubiór. Spojrzał na mnie swoimi niebiesko-szarymi oczami, a na rumianej jak zorza twarzy pojawił się przelotny uśmiech, kiwną głową na znak potwierdzenia, że jest gotowy, zakładając w międzyczasie szarawą torbę(musi być pod kolor kurtki. A co.) na ramię.
Ruszyliśmy we dwoje do wyjścia z klasy chemicznej, gdzie odbywała się jeszcze kilka minut temu lekcja chemii, aby następnie kierując się we stronę masywnych, dębowych drzwi, które były bramą do wolności. Po niedługim czasie znaleźliśmy się na nie dużym placu przed placówką licealną. Świergoty ptaków docierały do naszych uszu. Wiatr, który był delikatny jak dłoń troskliwej matki owiewał nasze twarze, ciała w delikatnym uścisku. Atmosfera wręcz stworzona do spaceru. Panowała przyjemna aura wiosenna. Drzewa wiśni, które rosły na terenie szkoły zaczynały rozkwitać w kolorze delikatnego różu pomieszanego z bielą.
- To może najpierw na lody?
Przerwałem cisze, która pozwalała nam napajać się tym cudownym wręcz widokiem. Niepewnie ująłem swoją dłonią, dłoń niższego, splatając nasze palce. Taka-chan na ten gest zareagował delikatnym uśmiechem oraz zaczerwienieniem na swoich mlecznych policzkach.
Szliśmy powoli trzymając się nieustannie za ręce, podziwiając jednocześnie najpiękniejszą aleje znajdującej się w tej części Tokio. Aleje tą przyozdabiały rzędy wysokich drzew wiśni, znajdujące się w ogrodach mieszkańców tej oto alei. Takanori oczarowany tym widokiem wyciągnął powoli swoja dłoń w kierunku gałązki, gdzie rósł największy kwiat wiśni. Chcąc już chwycić ów kwiat, na dłoń spuścił mu się po nitce drobny(Mam nadzieję, że nie groźny) pajączek. Wyrwany z transu młodzieniec zauważając pajęczaka na swojej dłoni, odskakując z lekkim strachem nie tyle, co przerażeniem, strącił tym samym stawonoga na ziemię. Niczemu winny pająk nie przejmując się tym, szybko się pozbierał uciekając w trawę. Lekko rozbawiony zaistniałą sytuacją zostałem natychmiastowo skarcony wzrokiem przez czarnowłosego. Nie minęło zbyt dużo czasu by wiadomość, którą chyba przekazał mi telepatycznie zadziałała tym, iż powstrzymałem się od wybuchnięcia salwą śmiechu.
- Oi no, bądź, co bądź, ale troszkę śmieszne to było!
Jednakże po chwili pożałowałem swoich słów, czując nie mały ból w tylnej części głowy. Odwróciłem wzrok w jego stronę, gdy Takanori widocznie podirytowany zaczął iść w przeciwnym kierunku.
- Znaczy się to było straszne! Mogło ci się coś stać i....W ogóle!
Pobiegłem wręcz natychmiastowo za nim jak wierny pies. Doganiając go z lekką zadyszką(Takie krótkie nogi ma, a idzie, co najmniej była by jakaś wyprzedaż w butiku) złapałem chłopaka za chude ramie, tym samym sprawiając, że stanął w miejscu z nie małym niezadowoleniem. W takich momentach nawet ja się go boje!
-Taka-chan(nie ma to ja załagadzać sytuację), przepraszam. Nie dąsaj się.
Uśmiechnąłem się, wyglądając pewnie jak idiota, ale na moje szczęście jego chmury burzowe szybko zniknęły w niepamięć. Odwzajemnił mój drobny gest, także ukazując ząbki.
-Następnym razem jak cię sieknę to cię matka nie pozna.
Pogroził mi palcem przed nosem z chytrym uśmieszkiem. Nie wiedziałem w tym momencie czy mam się śmiać czy płakać, po tym jak sobie wyobraziłem jego wizję zemsty maleństwa na mojej osobie. Uśmiech zamienił się w swojego rodzaju grymas. On mnie czasem przeraża. Nigdy nie wiem kiedy mówi na serio, a kiedy na żarty(To boli ;-;).
Chwyciłem go za dłoń, ponownie splatając nasze palce, idąc w stronę najlepszej kawiarni w tej prefekturze. Stanęliśmy przed budynkiem, gdzie była kawiarnia. Była to dość stara, ale ładnie odnowiona kamieniczka. Pchnąłem szklane drzwi w celu otworzenia ich przed Takanorim.
- Proszę.
Uśmiechnąłem się pozwalając mu wejść pierwszemu. Wystrój lokalu bardzo dizajnerki. Nic nie miało dokładnego symetrycznego kształtu. Ściany były przyozdobione różnymi obrazkami związanymi z Japonią, anime i wysuszone kwiaty wiśni. Stoły były bardziej w kształcie brązowej ciapki, gdzie w środku pod szkłem znajdowały się ziarnka kawy, a do nich były dopasowane krzesła. Na stołach znajdowały się brązowe oraz beżowe świeczki w wielkim kloszu wraz z sztucznymi kryształkami. Na środku pomieszczenia znajdował się okrągły bar z kasą, z alkoholami lodówkami na ciasta oraz lody. W oknach znajdowało się mnóstwo kwiatów, ozdób, a firany były koloru bieli, a może nawet bieli kości słoniowej, w każdym kącie ukrywały się małe głośniki, z których płynęła przyjemna muzyka i nie tylko japońska. Aktualnie leciał Michael Jackson- Hollywood. Ten wystrój lokalu był bardzo urzekający. W pewnym momencie Takanori pociągnął mnie za rękę do najbardziej ukrytego przez kwiaty stoliku w kawiarni. Maleństwo po chwili dorwało się do bardzo skromnego menu, zaczynając je przeglądać, wcześniej wkładając swoje okulary na swój malutki, uroczy nosek. W czasie, gdy ja już zdążyłem przestudiować z dziesięć razy kartę deserów i alkoholi, on jeszcze nie skończył przeglądać pięciu(Dosłownie!) kart menu, gdzie znajdowały się desery.
- To ja może pójdę już coś zamówić, zdecydowałeś się?
Zapytałem niższego, który był tak namiętnie zatopiony w jakże urzekającą lekturę, którą jest menu kawiarni!
-Taka-chan, postudiujesz później, wybierz coś. Robisz to już kwadrans.
Powiedziałem. Musiałem już pięć razy odsyłać kelnerkę, która chciała przyjąć zamówienie od nas tekstem „Nadal się zastanawiamy”, a ona już za trzecim razem miała mord w oczach.
- Zamów mi to.
Odezwał się po dłuższej chwili chłopak, wskazując palcem na deser czekoladowy, nad którym rozmyślał w pierwszej kolejności jakieś dziesięć minut temu!
- Dobrze.
Westchnąłem będąc już załamany, ale jednak nie okazywałem mu tego. Podszedłem do baru, gdzie stała kelnerka. Była ona dość wysoka, szczupła. Miała krótkie blond włosy, kręcone. Jej ubiór nie wyróżniał się mocno od reszty personelu. Jedyne, co mnie bardziej degustowało to tylko wielki dekolt, na który pewnie nie jeden stary dziad się ślinił. Sukienkę, którą w większości zakrywał czarny fartuch chowała notesik i długopis. Na jej głowie znajdował się mini kapelusz w kształcie filiżanki espresso.
- Witamy w „Kawowym Zakątku”(Widać, że właściciel nie miał pomysłu na nazwę.) W czym mogę pomóc? Co Pan zamawia?
Gdy tylko skończyła swoją salwę pytań do mojej osoby(A uszy więdły, ma piskliwy głos) ocknąłem się z letargu.
- Poproszę to.
Nie za bardzo miałem pamięć do nazw tych deserów, więc wskazałem na deser w polecanych kartach, na blacie.
- Oraz jedną kawę.
- Niestety nie ma tego deseru. Mogę zaproponować coś innego?
- Poproszę.
- Widziałam, że Pan przyszedł ze swoją dziewczyną.
Dziewczyną?! Takanori to nie moja dziewczyna, ani chłopak, nawet nie jesteśmy(jeszcze) w związku!
- Em. Tsa, z dziewczyną. To, co Pani poleci?
Zapytałem prawie od niechcenia, będąc trochę zniesmaczony tą uwagą.
- Dla par zakochanych mamy deser lodowy z niespodzianką. Tylko prosiłabym Pana o podanie informacji na temat, co lubi pańska druga połówka.
- Em.. Kurwa...
Burknąłem cicho. Na twarzy wymalował mi się lekki grymas, nie wiedziałem, co ja mam powiedzieć.
- Em.. No ten.. On..Ona
Język mi się plątał.
- Lubi psy, o!
W tym momencie chciałem uczynić tak zwanego „Face palma”, co ja palnąłem! No debil ze mnie. Kelnerka w tym momencie zapisała moją odpowiedź, a ja niespokojny to, co może kelnerka nam przynieś, wróciłem do stołu.
- Aki, co jest?
Zapytał młodszy.
- Nie nic. Nie było twojego deseru, ale zamówiłem inny.
Uśmiechnąłem się delikatnie do niego.
Po około może nawet nie kwadransie na widoku ukazała się w pełni kelnerka zza lady. Pełny ubiór z tego, co nie udało mi się dojrzeć były zakolanówki oraz beżowe szpilki. W swoich delikatnych rękach niosła na tacy wielki puchar z lodami. Na sam widok deseru ślinka ciekła. Kelnerka położyła puchar z lodami na stoliku i odeszła. Z lodów zrobili nam ładnego psa(Tego się nie spodziewałem!). Ciekawe. Spojrzałem zaciekawiony na Takanoriego. Czarnowłosy na widok deseru aż się oblizał, a oczy pięknie mu się błyszczały, a w nich były widoczne tańczące iskierki.
- I jak, może być?
Zapytałem. Podwieczorek składał się z lodów czekoladowych, które Takanori uwielbiał.
- Kochany jesteś.
Podniósł się na chwilę, a ja mogłem podziwiać jego szczupłą sylwetkę. Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Poczułem na policzkach wielkie, palące rumieńce. Pierwszy raz się w taki sposób zachował wobec mnie. Teraz rozumiem to uczucie „motylków” w brzuchu.
- Emm..
Zaniemówiłem, a ten się zaczął parszywie, a zarazem tak uroczo śmiać, (Co ze mną?!). Nie mogłem się na niego gniewać, widząc jak zwija boki ze śmiechu przeze mnie, a raczej moją minę. Spuściłem speszony głowę, gdy ten nadal śmiał się, a nawet wręcz płakał. Kątem oka zauważyłem jak piękne niebieskie niebo pokrywały ciemne, burzowe chmury. Momentalnie piękna atmosfera za oknem została stłamszona przez panującą po chwili ulewę.
- No nieźle.
Westchnąłem widząc deszcz, a po chwili słysząc, że zaczyna grzmieć. Dźwięk śmiechu Taki, zamienił się na coś w rodzaju pisku przerażenia( Jak w tych całych horrorach).
- Taka, nie mów, że się boisz.
Spojrzałem na chłopaka, był blady jak ściana, a jego źrenice ze strachu aż się pomniejszyły tak, że były tylko dwiema kropeczkami w tęczówce. Młodzieniec podskoczył, gdy za oknem zabłysnął piorun, a po chwili do naszych uszu dotarły głośne dźwięki ów wyładowania. Ruki(Tak na niego wołali) usiadł mi na kolanach, co mnie zdziwiło, ale nie narzekam. Objąłem go ramionami i wziąłem łyżeczkę z lodów, a potem go karmiłem. Jedliśmy na pół. Taka był uroczy jak się ubrudził. Gdy już zjedliśmy mrożony posiłek, ubrudzony chłopak wtulił się we mnie, ignorując brud na twarzy. Usłyszałem dziwne dźwięki, spojrzałem w górę, żarówka dziwnie migotała, a po chwili rozbryzgała się na wszelkie strony świata.
- A!
Pisnął chłopak.
- Takanori, chodź.
Powiedziałem jak burza w miarę ustała.
- Pójdziemy do mnie.
Dodałem.
Chłopak ubrał swoją kurtkę, ale z miną jak męczennik patrzył na nadal jeszcze padający deszcz za oknem. Zaśmiałem się i wyszliśmy. Złapałem go za dłoń. Przeszliśmy parę metrów i przystanąłem. Muszę mu to powiedzieć.
- Taka.
Zacząłem niepewnie, stanąłem przed nim, patrząc mu prosto w oczy. Bałem się, bałem się, że mnie wyśmieje. Serce waliło młotem.
- Ja...Taka...
Jąkałem się, trzymając jego łapki delikatnie. Miał gładką, delikatną skórę na nich.
- Tak?
Zapytałem w końcu po dłuższej ciszy.
- Ja..Ja Cię Kocham.
Wyszedłem na błazna, wszyscy mnie uznają za jakiegoś mięśniaka, ale jestem bardzo uczuciowy. Spuściłem chwilowo wzrok. Nadal padał deszcz, ale słońce sprawiało, że na niebie pojawiła się piękna, kolorowa wstęga. Poczułem jak on mnie puszcza, byłem jeszcze bardziej zrezygnowany. Jednak po chwili objął moją twarz i podniósł ją, a po chwili mnie pocałował. Można powiedzieć, że mnie zatkało, a to mało i tak powiedziane!
- Ja ciebie też, Ue-chan.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
***

To już miesiąc, od kiedy wyznałem Takanoriemu miłość. Nie ukrywamy swoich uczuć w szkolę, bo, po co? Nauczyciele sobie odpuścili po tygodniu, a wszystkie dresy wiedzą, że lepiej ze mną nie zadzierać.

[Ruki]

Akira był taki uroczy i delikatny, wręcz ideał chłopaka. Cieszę się, że w końcu obaj się zdobyliśmy na odwagę i wyznaliśmy sobie to wspaniałe uczucie, jakim jest miłość. Dziś po szkole umówił się ze mną na randkę. Z tej okazji zaraz jak tylko wróciłem do swojego domostwa zacząłem okupować łazienkę. Miałem(Tylko!) dwie godziny(Skandal w biały dzień ; -;) na przygotowanie się do spotkania. Rozebrałem się z przepoconych ubrań szkolnych, aby po chwili zostać nagi na niebieskim dywaniku łazienkowym. Przekroczyłem próg szklanych drzwi. Swoją kruchą dłonią otworzyłem kurek najpierw z ciepłą wodą, a gdy uznałem, że ciecz robi się za gorąca, odkręciłem jeszcze kurek z niebieską nalepką, a temperatura wody umiarkowała się do idealnej. Przeźroczysty płyn powoli moczył moje włosy oraz ciało. Przyjemne ciepło łagodnie i czule obejmowało mnie, przypominając mi trwanie w objęciach matki. Dłońmi zjechałem na swoje pośladki, przymykając oczy, a policzkiem przywarłem do chłodnej, mokrej ściany z granatowymi kafelkami. Szczupłymi palcami masowałem je, przy tym cicho dysząc. Puściłem wodzę wyobraźni, dając sobie klapsy, na niektóre głośniej pojękując. Smukłym palcem masowałem swój odbyt, coraz to głośniej oznajmiając jak mi dobrze. Gdy w końcu naparłem na wejście, chwilę odczekałem, aby dodając następny palec. Jęczałem cicho( a co, nie ma nikogo w domu!). W swojej wyobraźni, wykreowałem sobie Akirę, a to dodatkowo podniecało. Końcówką swojego paca musnąłem delikatnie prostatę. Poliki piekły mnie od rozgrzanych do czerwoności rumieńców. Nie spodziewanie doszedłem na ścianę. Wyciągnąłem palce ze swojego ciała, a potem zanurzyłem je w swoich ustach, przy tym dokładnie oblizując sprawnym języczkiem. Umyłem się w szybkim tempie miętowym żelem i cytrusowym szamponem do włosów. Wyszedłem z łazienki i popatrzyłem na zegarek, super, zostało mi tylko czterdzieści pięć minut! Wyciągnąłem mamy suszarkę z szafy, włączając ją by ciepły podmuch wysuszył zmoczone włosy. Opatulony kremowym po rannikiem na boso poszedłem do seledynowego pomieszczenia, który robił za mój pokój. Wybrałem obcisłe szorty, za duży czarny z białą czaszką, która z kolei była otoczona różami T-shirt. Mamie ukradłem czarne rajstopy z wzorem cierni. Ubrałem najpierw rajstopy, szorty do połowy ud i bluzkę na końcu. Nałożyłem naszyjniki, pierścionki i bransoletki. Dziękujmy Bogu za lakier do paznokci, który wysycha w kilka minut. Podkreśliłem czarną kreską oczy, a rzęsy, maskarą. Nałożyłem trochę fluidu i pudru na czerwone rumieńce. Na ramie zauważyłem nie dużą torebkę, ubierając martensy i skórzaną kurtkę(No pomińmy sobie przesadnie duże okulary XD), wyszedłem. Na dworze było przyjemnie ciepło, jak to wiosna. Zszedłem z tarasu przed domem i skierowałem się w stronę skrzyżowania, gdzie miałem się spotkać. Sprawdziłem tylko godzinę na zegarku w telefonie i zacząłem biec. Zegar wskazywał godzinę 16:59, a o 16:30 miałem być na miejscu! W trakcie biegu wykręciłem jakimś dziwnym cudem bez wypadku numer do Akiry z szybkiego wyszukiwania numerów i zadzwoniłem. Pierwszy, drugi, ale nie odbierał. Zmartwiło mnie to. Na miejscu przybyłem cztery minuty później. Zauważyłem na kasztanowej ławce ów blondyna.
- Kochanie..Ja..Ja przepraszam noo!
Mężczyzna odwrócił głowę, co po chwili się okazało, że to nie był Aki! Pobladłem i pobiegłem szybko w inną stronę. Rozglądałem się po zatłoczonym rynku, który był otoczony najróżniejszymi sklepami z ciuchami, butami, FastFood'ami. Zacząłem zaglądać przez szybę do najróżniejszych sklepów. W końcu dotarłem do małej apteki. Wszedłem do niej z przekonaniem, że tam znajdę Akirę, choć sam nie wiem, co by tam robił. Ściany były koloru wyblakłej zielonej herbaty. Wszedłem do pomieszczenia z kasami, a tam stał Aki. W ręku trzymał opakowanie prezerwatyw?
- Aki! Przepraszam za spóźnienie!
Zacząłem się tłumaczyć. On tylko się uśmiechnął delikatnie i pocałował mnie. Zdziwiło mnie to zachowanie, ponieważ zawszę jak się spóźniałem na spotkania powyżej kwadrans u to się dąsał przez godzinę i mruczał sam do siebie pod nosem. Jednakże nic nie powiedziałem na ten gest. W ciszy poszedłem za nim, a on złapał mnie za dłoń. Uśmiechnąłem się jednak mimowolnie i skierowaliśmy się razem ku małej knajpce z dobrym jedzeniem. Weszliśmy do pomieszczenia. Zająłem stolik bardziej na uboczu. W lokalu dominował biały kolor, który świetnie kontrastował z czerwienią. Większość stołów była pozasłaniana parawanami z lnu o żółtawo-białym zabarwieniu. Usiadłem na czarnej kanapie, odkładając torebkę na bok. Czekając na Akirę, który nie wiem za bardzo gdzie zniknął obserwowałem, co dzieje się za oknem, które było z kolei zasłonięte białymi żaluzjami. Blondyn pojawił się po dłuższym czasie przy stoliku z tajemniczym uśmiechem. Przysiadł koło mnie i objął mnie ramieniem, na co zareagowałem ufnym wtuleniem się w jego bok.
- Co zamówiłeś?
Zapytałem, jednak nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, pomijając kolejny ciepły uśmiech od niego.
- Kochanie, czy ty się dobrze czujesz?
Spojrzałem na niego wzrokiem zmartwionej babuni. Znów cisza. Chciałem znów o coś powiedzieć, ale przeszkodził mi kelner, który przyniósł zamówione danie przez Akirę. Kelner postawił przed nami talerz, na którym znajdowały się różyczki z marchwi, rzodkiewki i tak dalej, a na środku spaghetti.
- Moje ulubione danie!
Uśmiechnąłem się, a oczy miałem uradowane jak małe dziecko na widok swojej ulubionej potrawy. Jednak nadal martwiło mnie to, że Akira nadal się nie odzywał do mnie, a nawet do kelnera by podziękować. Chwyciłem za pałeczki, jak i Aki. Karmiliśmy się nawzajem. Śmialiśmy się, było bardzo przyjemnie. Aki wstał jak tylko skończyliśmy i zapłacił(Nie lubię tego, ale co zrobię ;-;) spojrzał na mnie i wyciągnął swoją dłoń w moją stronę. Podałem mu swoją i wstałem zabierając swoje rzeczy. Objął mnie nią w talii i szliśmy w stronę parku. Park był bardzo uwodzicielski, a eteryczny zapach herbacianych róż dodawał romantycznej atmosfery. Dróżką żwirową szliśmy w centrum parku, gdzie znajdowała się największa i najpiękniejsza fontanna zakochanych w Japonii. Wielka marmurowa fontanna, z której leci krystalicznie czysta woda, która przez lampki zmienia kolory. Na szczycie wodotrysku(Fontanna- wodotrysk, ponieważ z tego tryska woda. Dop.Aut.) znajdowała się podobizna zakochanej pary. Blondyn wyjął ze swojego skórzanego, czarnego portfela kilka groszy i wrzucił je do wody. Potem objął mnie czule, a atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca, gdy zaczął całować mnie. Wziął mnie za ręce i skierował się ze mną w stronę postoju taxi. Wsiadł i kazał taksówkarzowi pojechać do jego mieszkania. Mieszkał sam po śmierci swojej mamy(Nawiasem mówiąc: Z ojcem nigdy się nie dogadywał, a mu było to na rękę, ponieważ nie musiał się ukrywać ze swoją asystentką, która nie tylko mu asystuje w biurze, ale także w łóżku. Akira nie chciał go znać.) Kierowca pojazdu po chwili ruszył, a Suzuki nieustannie pieścił moje wargi swoimi. Mijaliśmy kolejne ulice, a blade światło latarni, które przebijało się przez szyby auta drażniły moje przymknięte oczy. Swoimi smukłymi dłońmi obejmowałem jego szyję będąc w przyjemnej ekstazie. Chłopak wysiadł z taksówki nawet za nią nie płacąc. Zdenerwowany kierowca widząc, że i tak nic nie wskóra odjechał, nie kłócąc się już. Do naszych uszu dochodziły różne szepty, niezbyt przyjemne, ale i tak nie zwracaliśmy na to większej uwagi. Skupiliśmy się tylko na sobie. Aki po chwili przerwał namiętne pocałunki tylko po to by poprosić mnie bym wyjął jego kartę magnetyczną. Dodał po chwili, że ów karta znajduje się w jego kieszeni kurtki. Korzystając z okazji zacząłem dłońmi powoli macać jego tors szukając przedmiotu. Gdy w końcu w moich łapkach znalazła się prostokątna, biała rzecz podałem mu ją, a on otworzył drzwi. Dalej niosąc mnie na rękach ruszył w stronę windy. Tam postawił mnie, ale długo się nie nacieszyłem wolnością, ponieważ ujął moje wspaniale wyeksponowane przez szorty pośladki swoimi silnymi dłońmi i podniósł mnie. Nogami objąłem go w pasie. Trwając nadal w namiętnych, gorących pocałunkach, czekaliśmy na nasze piętro. Aki otworzył drzwi, a w progu zaczął witać nas jego pies, owczarek niemiecki długo włosy, o imieniu Miku. Akira olał psa, który szybko pobiegł na swoje legowisko. Blondyn postawił mnie na panelach i popychał delikatnie nie zaprzestając pocałunków jak mniemam w stronę sypialni. W drodze do ów pomieszczenia zaczęliśmy się nawzajem rozbierać. Z początku pozbyliśmy się górnej garderoby i przylegliśmy do siebie nagimi torsami. Wprowadził mnie do zaciemnionego pokoju o szkarłatnych ścianach. Jedynym oświetleniem, jakie tu się znajdowało były rozstawione w rogach pokoju i na szafkach czarne, grube świece. Suzuki bez namysłu pchnął moje ciało na satynową pościel. Otworzyłem swoje oczy, spoglądając na blondyna, który z pożądaniem w oczach oblizywał ponętnie wargi, a dłońmi rozpinał spodnie. Sam to samo zrobiłem. Pozostaliśmy jedynie w bieliźnie. Tym razem ja się podniosłem i szybko pchnąłem go na łóżko. Ustanowiłem się między jego nogami i zacząłem swoją dróżkę pocałunków od szyi, gdzie zostawiłem soczystą malinkę(Niech wszystkie sucze wiedzą, że jest mój!). Pozostawiając jego szyję w spokoju zjechałem na klatkę piersiową, gdzie wilgotnym języczkiem zaczepiłem o stwardniałe różowiutkie sutki. Lizałem, całowałem i przygryzłam każde z nich na zmianę, a osamotnione dogadzałem rączką. Pojękiwania Akiry mobilizowały mnie do działań. Jego rączka zawędrowała po moich plecach aż do pośladków, z których zdjął bieliznę, a potem mocno uderzył zostawiając czerwony ślad. Zjechałem niżej na jego brzuszek mokra dróżką. Całowałem jego idealnie wyrzeźbiony brzuch i podbrzusze. W końcu biedaczysko doczekało się swojego momentu i całowałem namiocik przez materiał bokserek, uprzednio stymulując go dłonią. Chłopak zaczął jęczeć prosząc o jeszcze i jeszcze, co doprowadzało mnie do przyjemnych dreszczy, które przechodziły po karku. Przejeżdżając wargą po jego członku złapałem ząbkami za gumkę od bokserek i patrząc w jego oczka ciągnąłem za nią tym samym ściągając mu bieliznę. Gdy tylko moje oczy ujrzały jego penisa w pełnej okazałości, zdałem sobie sprawę, że ma naprawdę dużego! Oblizując się na sam widok, przyssałem się do jego główki wykonując akrobacje językiem. Zanurzyłem jego prącie w swoich ustach. Po chwili postoju zacząłem poruszać powoli głową, co owocowało dźwiękami przepełnionymi rozkoszy. Ząbkami zacząłem jeździć po drżącej z podniecenia już skóry prącia. Czując już, że Akira nie wytrzyma więcej chamsko wyjąłem go z ust, zajmując się jego jądrami. Biedaczek mając nadzieję, że dojdzie mi w ustach musiał się zadowolić moją rączką, zastępującą usta. Blondyn po chwili wytrysnął, a ja zadowolony zacząłem zlizywać nasienie z czubka członka. Podniosłem się i ustanowiłem się jak najwygodniej. Aki na to podniósł się, atmosfera stała się jeszcze bardziej gorętsza. Chłopak sięgnął do kieszeni spodni, które wylądowały na szafce nocnej i wyciągnął pudełko prezerwatyw. Wyjął jedną nakładając ją na swojego penisa, a potem naparł na mój odbyt, po chwili wchodząc we mnie. Zawyłem. Chyba zapomniał o przygotowaniu mnie, ale na szczęście odczekał parę minut i zaczął powolnym tempem(Przypominającym tempo biegnącego żółwia).
- Akira, kurwa! Pieprzysz czy jesteś w wyścigu żółwi?!
Nie pożałowałem tych słów. Akira przyspieszył gwałtownie bijąc moje pośladki, a moje gardło zaatakowała salwa westchnień, krzyków, jęków i takich tam. Czułem dogłębnie jego obecność w sobie. Był tak niezdecydowany, że zmieniał, co chwilę pozycję. Dreszcze przechodziły salwami przez nasze ciała, uh. Orgazm nami wstrząsnął po godzinie zabawy.

[Reita]

To był zdecydowanie najlepszy(Pierwszy) seks w moim życiu! Opadłem spocony obok mojego Ru, zdjąłem pełną prezerwatywę, zawiązując ją i rzucając pod łóżko. Starłem kilka kropel potu z czoła i pocałowałem mojego ukochanego w czoło, gdy ten się wtulił i zasnął. Objąłem go ramieniem i sam odpłynąłem w objęcia morfeusza.
Nazajutrz nie było już czarnowłosego w łóżku. Z uchylonych drzwi do sypialni wkradł się zapach świeżo zmielonej kawy, świeżych bułek i jajecznicy. Uśmiechnąłem się, ponieważ przypomniało mi się dzieciństwo, wieś i te widoki. Podniosłem się, szukając bielizny, którą znalazłem pod łóżkiem. Naciągnąłem je na tyłek i poszedłem. W kuchni zauważyłem przy kuchence moje maleństwo w mojej koszulce i bokserkach. Podszedłem do niego i objąłem od tyłu.
- Dzień Dobry Kochanie.
Szepnąłem mu na uszko i pocałowałem w skroń. Za oknem szalała burza, eh.
- Dzień Dobry.
Odpowiedział mi po chwili.
- Śniadanie już gotowe.
Zaśmiał się i wziął patelnię z płyty grzewczej rozkładając dnie na kwadratowe talerze. Uśmiechnąłem się i potarłem dłonie, oblizując się przy tym. Usiadłem na krześle i zacząłem ucztę. Rozmawialiśmy tak naprawdę o wszystkim i o niczym. Zaraz po śniadaniu umyliśmy się i ubraliśmy. Taka postanowił, że pójdziemy z psem na spacer, w końcu tylko pada. Wziąłem do ręki z drewnianego stojaka granatowy parasol, nie zauważając nawet tego metalowego czegoś na czubku. Objąłem chłopaka, gdy ten przypiął Miku smycz. Wyszliśmy z budynku pod parasolem idąc w stronę psiego parku. Po kilku minutach spaceru burza się rozszalała i zaczęło grzmieć, a co za tym idą? Pioruny! Par pięknie wyglądał podczas tej letniej burzy. Przy żwirowej ścieżce kwitnąły rządkami niezapominajki, goździki i lilie. Drzewa różnego pochodzenia tworzyły jeden zgodny ze sobą baldachim, przez który przeciskały się malutkie kropelki deszczu. Wyszliśmy na większy, odkryty plac chwilę stojąc wzrokiem szukając naszego psa, który po chwili przybiegł do nas, przypiąłem go i zaczęliśmy szybki marsz. Na nasze nieszczęście rączka parasola także była metalowa. Po chwili obaj krzyknęliśmy, a pies zawył. Piorun uderzył w nasz parasol. Padliśmy na ziemię. Świat zaczął znów wirować bez opamiętania. Niech przestanie się kręcić! Ostatni widok to była twarzyczka Takanoriego.
****

Z nie małym bólem głowy obudziłem się. Światło słoneczne, które zdeterminowanie chciało się przebyć przez rolety padło na moją twarz, budząc mnie tym zauważyłem, że znajduję się w sypialni. O ile pamięć mnie nie zawodzi jestem w swojej sypialni, gdzie przeważnie „prowadziłem” pożycie małżeńskie ze swoją „żoną”. Spojrzałem w bok słysząc jakieś odgłosy, które bynajmniej nie należały do mojej „wybranki”(jak z koziej dupy trąba, normalnie). Obok mnie leżał praktycznie nagi(Jak ja, ciekawe teraz dopiero to zauważyłem! ;-;) czarnowłosy chłopak. Zdziwiło mnie to, ponieważ nie pamiętam faktu bym pił, ćpał czy cokolwiek brał. Młodzieniec ułożył się na plecach i otworzył swoje śliczne oczy, przeciągając się.
- Dzień Dobry Skarbie, niezły byłeś w nocy.
Wymruczał mi na ucho, aż zadrżałem! Chłopak na moją reakcję się zdziwił.
- Kochanie, co Ci? Tu, Takanori, Skarbie..
To, co powiedział mnie jeszcze bardziej zdziwiło!
- Takuś.
Szepnąłem i objąłem go najmocniej jak mogłem. Czyli to wszystko nie było jakimś snem czy czymś.
- Kocham Cię.
THE END

sobota, 26 kwietnia 2014

Orędzie do Czytelników~~

Witajcie! Nie, nie umarłam. ;3 Mój Blog dobił 1000 wyświetleń! Kurczę, nie mało się zdziwiłam, ale bardzo dziękuje Wam! Na tą okazję chciałam przygotować dłuuugie opowiadanie Reituki, ale niestety musicie jeszcze poczekać troszkę. Dziękuje jeszcze raz! ^.^

sobota, 22 marca 2014

MINI Oneshot "Jenak czasami burza się przydaję" xAoihax

Kolejna nudna wycieczka, na którą nawet nie wiem czemu jadę! Ano, no tak bo jedzie Aoi, mój przyjaciel. Moja skromna osoba plus reszta klasy, nie licząc opiekunów, wybraliśmy się na wycieczkę w góry. Autokar był dość duży, ponieważ jechało kilka klas naraz.
Droga była długa i najzwyczajniej nudna. Nauczyciele nawet nie próbowali uspokajać reszty wycieczki, która rozpierdalała autokar na wszelkie możliwe sposoby. Patrzyłem się pusto w jeden punkt ze słuchawkami w uszach, gdy Aoi spał praktycznie. On jest jak moja świnka morska, śpi cały dzień, a w nocy obżera się i robi harmider. Może oni są spokrewnieni! Tak, to ma sens! Albo i nie. Spojrzałem w niebo, które jeszcze przed chwilą miało piękny pomarańczowo-złoto- szkarłatny kolor. A teraz przybrał kolor czarnego jak węgiel koloru zmieszanego z granatem, czyli zanosi się na burzę. Nienawidzę burz. Zawszę wtedy się stracham, a to jest obciach w trzeciej gimnazjum! Gdy tylko zajechaliśmy, a autokar się zatrzymał, momentalnie zaczęło lać jak z cebra,  a wcześniej uprzedziło to wydarzenie błysk pioruna i charakterystyczny dźwięk burzy. Gdyby nie to, że jestem przy ludziach, którzy uważają mnie za jakiegoś twardziela pewnie bym pisnął jak mała dziewczynka i uciekł pod łóżko.
Cóż za wstyd by był. Na jednym wdechu byłem już przy drzwiach gospody, w której będziemy gościć wraz z bagażem. Nauczyciele rozdzielili nas na pary do pokoju, miałem szczęście bo mi przypadł Yuu. A najgorsze jest to iż mamy pokój na poddasz, czyli jestem w kompletnej, czarnej, murzyńskiej(Bez rasizmu, nic nie mam do murzynów. Dop.aut) dupie. Pokój miał kolor piaszczysty, taki trochę słoneczny. Sufit był biały, a z jego środka zwisała tylko jedna lampka. Po przeciwnych stronach pokoju stały jednoosobowe łóżka z fioletową pościelą, a obok wspomnianych mebli znajdowały się jeszcze małe, nocne szafeczki z małą lampką do czytania i jedną szufladą, na ścianie naprzeciwko drzwi znajdowało się średniej wielkości okno z granatową zasłonką, która swoją drogą w ogóle nie pasowała eo wystroju pokoju. W pomieszczeniu nocą panowały ciemności egipskie, pająków od hu hu i jeszcze, podłoga na korytarzu skrzypi, jest straszliwa burza, a Yuu sobie śpi jak niemowlak! A ja co? Siedzę, zrulowany w kołdrę i trzęsę się jak osika! No kurwa, to żenujące. Popatrzyłem na śpiącą twarz Yuu, jest taki słodki?
- Yuu?
Zapytałem niepewnie, z nadzieją, że usłyszał.
- Hm?
Zapytał sennie.
- Boisz się burzy?
Zapytałem ni z gruchy, ni z pietruchy.
- Nie, a co? Boisz się?
Wyczułem w jego głosie nutkę rozbawienia. I to ma być przyjaciel?!
- Nie śmiej się! Tak, tak boję się.
Skarciłem go najpierw, a potem przyznałem się do swojego wstydliwego troszkę lęku. Yuu na chwilę ucichł, ale szybko podniósł się i zaczął ciągnąć swoje łóżko, a potem moje. Złączył je pod samym oknem! On oszalał. Mówię Wam. Ale to co zrobił później było przyjemne. Położył mnie na miękkim materacu i zaczął całować, cholernie mi się to podobało, mimo iż byliśmy przyjaciółmi objąłem go za kark i oddawałem pocałunki, nie
pozostając mu bierny. Jego piękna rączka chwyciła za moje pół nagie udo i pieścił je szczypiąc oraz masując na zmianę. Pocałunkami zjechał na moją szyję, odgarniając blond kosmyki. Zacząłem mimowolnie pomrukiwać zadowolony. Dłońmi z karku zjechałem po jego plecach aż do pasa, a potem dłonią wpełznąłem pod jego bluzkę, macając sobie jego skórę na nich, która była swoją drogą zadbana. Natomiast Yuu zaczął ściągać moją bokserkę, atmosfera robiła się z każdą chwilą bardziej gorąca. Po niedługim czasie byliśmy przed sobą tak jak nas natura stworzyła. Zarumieniłem się mimowolnie, nigdy jeszcze nie robiłem tego na taką skale.
- Spokojnie Kou, będzie ci dobrze jak w niebie.
Obiecał. Zniżył się do okolicy mojego krocza i polizał główkę mojego penisa. Zajęczałem mimowolnie przez zęby by nikt tego nie słyszał, a moje ciało się naprężyło. Wspaniałe.
- Jeszcze.
Nakazałem mojemu kochankowi? Tak, chyba tak mogę go nazwać w tej chwili.
Chwilę rozmyślając nad tym, Yuu wykorzystał moją nieuwagę i ujął moją dumnie stojącą erekcję swoimi cieplutkimi oraz wilgotnymi wargami. Mimowolnie z mojego gardła wydarł się jęk rozkoszy, który stłumiłem poduszką jaką wykorzystałem w roli tłumika od jęków. To był nawet dobry pomysł, ponieważ jak tylko zaczął poruszać głową przy czym intensywnie i umiejętnie drażniąc moją erekcję przy pomocy języczka, zębów oraz warg moje jęki byłyby bez poduszki tak głośne, że zaraz pewnie by przylecieli nauczyciele, a o tym nikt nie może się dowiedzieć! Słodka ekstaza jednak nie trwała długo i moim ciałem wstrząsnął orgazm. Yuu do nawilżenia palców użył mojego nasienia i wsunął jeden palec w mój odbyt, na co się spiąłem, ponieważ to wprowadziło mnie w lekki dyskomfort. Ale jednak ten dyskomfort nie mógł się równać z tym, który narastał z każdym wsuniętym palcem. Trochę zajęło mu przygotowanie mnie, ale w końcu naparł na mnie czubkiem swojego penisa trzymając mnie za rękę, to było takie słodkie, a zarazem podniecające. W końcu „bariera' mojego wejścia pozwoliła na to by Yuu wsunął się we mnie, a z moich oczu pociekły pojedyncze łezki, które od razu scałował. Obejmowałem poduszkę będąc z rozłożonymi nogami pod nim. Zaczął się od razu poruszać. Z początku trochę bolało na co moje jęki przypominały odgłosy rozpaczy, ale z czasem przemieniły się one w odgłos przyjemności i słodkiej ekstazy, która zawładnęła moim ciałem. Poprzez jęk stłumiony poduszką prosiłem, a wręcz błagałem o więcej. Jego męskość coraz to z każdym pchnięciem wchodziła głębiej, szybciej i przede wszystkim mocniej. Wchodził pod najróżniejszymi kątami o których nie śnił żaden matematyk!(Wiecie, kąty, matma itp. xD Dop.aut). Zawzięcie szukał czegoś, co po chwili sprawiło, że nawet poduszka ledwo stłumiła jęk, a bardziej krzyk rozkoszy. Spojrzałem na jego spoconą i troszkę zarumienioną twarz, którą przykrywały niewielkie ilości kosmyków czarnych włosów. Mój mózg przestał kontaktować, a serce zwariowało. Liczyło się w tym momencie tylko to wspaniałe uczucie. Moje ciało odmówiło posłuszeństwa i przeszedł mnie miły dreszcz, który spowodował orgazm. Yuu opadł na mnie zdyszany, również rozlewając się oraz napełniając moje wejście ciepłą cieczą, która powoli wyciekała ze mnie po tym jak wyszedł ze mnie, a mnie ogarnęła dziwna pustka.
- Kocham Cię, Yuu.
Szepnąłem bardziej zawstydzony oraz zaspany.
- A ja ciebie, Kou. I widzisz gdyby nie to, że bałeś się burzy nadal byśmy nie powiedzieli tego sobie.
Zaśmiał się i pocałował mnie we wargi. Faktycznie za oknem już było spokojnie, a co lepsze był prawie ranek! Jednak burza czasem się przydaje.

środa, 5 marca 2014

One Shot "Pokój 313" xReitukix

Kolejna trasa koncertowa, a co się z tym wiążę? Próby! Mam powoli dość tych wszystkich prób, no kurde zajeżdżamy do nowego miejsca, co prawda zwiedzamy, ale wszystko się toczy wokół koncertu, jakby Kai nie mógł przystopować. Rozumiem, chce jak najlepiej, dla nas, fanów i by menadżer nie miał swojej jak u hieny mordy do czegoś przyczepić.
Zjechaliśmy właśnie do hotelu, a bardziej takiego dworu, który nosił nazwę „Straszny Dwór”. Nie wiem czy taki straszny! Pewnie znów Akira będzie chciał mnie przestraszyć, ale nie dam się tak łatwo i on wpadnie w moje sidła! Bynajmniej taki mam plan. Dworek ogólnie był dość wystawny, a ogród, który znajdował się na całej parceli był piękny, dużo zieleni, kwiatów, drzew i na środku piękny staw z liliami wodnymi o zabarwieniu łososiowym. Sam budynek był zbliżony do czasów wiktoriańskich, jak to w Anglii kiedyś było. Zapowiada się dość ciekawy odpoczynek, ponieważ przekonaliśmy naszego lidera-sama by w dał nam trzy dni spokoju, sam się zgodził, ale widząc skwaszoną minę to gorzej jak by cytrynę połknął. Autokar wysadził nas zaraz przy wielkiej, żelaznej bramie, która miała wielką czachę jak by się przyjrzeć z innej perspektyw. Szliśmy żwirową dróżką do ogromnych, dębowych drzwi wejściowych z kołatką. Hol był bardzo zbliżony do okresu wcześniej wspomnianego, na środku witał nas wielki dywan z niedźwiedziego futra. Lampy naścienne przypominały swoim wyglądem pochodnie, a z sufitu zwisał wielki żyrandol, ale na nim pajęczyn, kurde czy oni nie mają na pokojówkę czy coś? Stanąłem z boku i popatrzyłem się na obraz, który przedstawiał założyciela dworu, zajazdu, hotelu czy jak to inaczej nazwać. Dopisek pod nim przyznam szczerze trochę mnie zdziwił, ponieważ brzmiał tak „Żywimy się tymi, którzy Nas gnębią”, chyba to było kredo tej założycielki, czy co. Popatrzyłem w bok i prawie odskoczyłem widząc łeb jakiegoś sępa. On był wypchany! O fu! Na metalowej plakietce pisało jego imię „Meurto 1838-1890”, a przy portrecie była data „1837-1890”, może to ma jakieś powiązanie? To jednak bardzo interesujący temat. Jednak z moich przemyśleń i oględzin wyrwał mnie mój kolega z zespołu, Akira, który trzymał klucz do pokoju z numerem trzysta dwanaście, mówiąc iż mam z nim pokój. Bez słowa poszedłem za nim, biorąc ówcześnie swoje toboły i kierując się z nim do wielkich schodów.
- Co?! Ja nie wejdę na dziewiąte piętro z bagażami! Żądam boja!
Tupnąłem nogą i nagle na rozwidleniu pomiędzy dwoma ścieżkami na pół piętrze pojawił się jakaś zjawa, a może duch. Zaraz, ja w takie zabobony nie wierzę!
- Dobra, łachy bez poradzę sobie sam.
Powiedziałem, jednak trochę czując strach. To było dziwne. Wziąłem jakoś wszystkie bagaże i wchodziłem po schodach, które swoją drogą strasznie hałasowały. Trochę bardzo. Na ścianach jak oglądałem wchodząc po tych schodach, oglądałem co wisi na ścianie. Była całą rodzina Boregardów, czyli to są dalsi właściciele tego dworu. Nie no słodko, ale czemu oni łypią na mnie okiem! Później wisiały różne dziwne obrazy, jeden mnie bardzo zaintrygował, ponieważ przedstawiał „Czarną Śmierć”, a nawiasem mówiąc dżumę. Obraz przedstawiał plagę mysz, chorych ludzi i wiele, wiele trupów. Nie no sweet. Zanim się nie obejrzałem znaleźliśmy się w pokoju. Nie był taki straszny, chyba, ze zaraz pojawi się jakaś kościlda w stroju pokojówki to się wystraszę. Od razu zająłem największą szafę dębową.
- O ja pierdolę.
Westchnąłem widząc jaki tam jest po prostu syf. Stare ubrania, mole, pająki, więcej pająków no i eee czaszka? Kurwa co robi tutaj czaszka! Z hukiem zamknąłem tą szafę i ułożyłem torbę pod ścianą.
- Nie no jeszcze małżeńskie łóżko, no kurde.
- Nie wydziwiaj, nie zgwałcę cię, przysięgam.
Uśmiechnął się tym perwersyjnym wyrazem twarzy, a potem uszczypnął w pośladek, kurwa.
- Ludzie pomocy. Jestem sam na sam z gwałcicielem!
Zaśmiałem się i pacnąłem go w głowę za to uszczypnięcie.
- Musimy iść na obiad, głodny jestem.
Oznajmiłem i stawiliśmy się na parterze, a w komplecie skierowaliśmy się do jadalni. Stało tu tylko kilka stołów i tylko jakaś para jadła coś w kącie, czyli ten dwór nie jest jakoś bardzo znany. To smutne, ponieważ jak by pokoje i ogólnie było by bardziej zadbane to pewnie by pękał w szwach. Ale nie narzekam, póki nic mnie na razie tu nie zjadło. Zasiedliśmy do stołu i rozdano nam menu. Nie było jakoś bardzo różnorodne i to mi się podoba. No bo jak jest napierdolone różnych potrwa to człowiek ma tak duży wybór, że zapomni po co on w ogóle przyszedł. Wybrałem jakiś tam stek Boregardów, a do tego jakąś surówkę. No nie mogę się objadać, już mi opona rośnie, no kurde!
- Hej, a słyszeliście o tej plotce?
- Jaka plotka?
Zainteresowało mnie to co powiedział basista. No co jestem chodzącym plotkarzem, kocham plotki i ploteczki!
- Tą o pokoju trzysta trzynaście, właśnie o tym pokoju trzysta trzynaście co znajduję się w tym dworze.
- No mów, o ile to nic zboczonego.
Mruknąłem.
- No więc. Pewnej wieczornej straszliwej burzy, założycielka tego zajazdu Kate Boregard popełniła samobójstwo, ponieważ jej mąż w końcu jej uświadomił, że jest chora psychicznie oraz to iż ją zostawia dla młodszej. Ta chwyciła za srebrną szczotkę i rzuciła w wielkie lustro. Kate, znienawidziła wszystko co związane z Włochami, ponieważ on ją zostawił dla młodszej Włoszki. Po dzień dzisiejszy słychać podczas nocnych burz jak krzyczy z bólu w tym pokoju, a jej duch pozostaje nie zaspokojony i nawiedza ten pokój.
Szczerze trochę mnie strach przeleciał, ale nie dam się tak łatwo! C-chyba.
- Ej, a tak zmieniając temat, dziś ma być burza sprawdzimy czy ten duch serio jest?
Zapytał nas, a ja pobladłem.
- Pewnie!
- No ba!
- Nie no spoko.
Mówił Uruha, Aoi oraz Kai. No oni kurwa są przeciwko mnie! Ja wiem mówię! Oni chcą bym skończył w psychiatryku, no kurwa!
- Co Taka-chan? Cykasz się? Ko, ko kooo~~~
Zaczął gdakać, a ja rzuciłem w niego kawałkiem mięsa, który wylądował mu wprost na twarzy. Sala zaniosła się śmiechem. Sam prawie zleciałem z krzesła, z poważnym bólem brzucha od śmiechu widząc jego minkę, która była bardzo zdezorientowana po zaistniałym zdarzeniu.
- Jak mam widzieć taką twoją minę po tym jak udowodnię ci, że duchy nie istnieją to z przyjemnością!
Oznajmiłem pewny siebie i z uśmiechem na twarzy, dokończyłem to co mi się ostało na talerzu, ponieważ mięso lepiej komponowało się z jego twarzą niż z tym kremowym, porcelanowym talerzem.
Tak jak Akira mówił, że w nocy ma być burza, tak była. Waliły pioruny i lało jak z cebra. Byłem ubrany jakoś luźniej, no i w ręku miałem swoją poduszkę i koc, co się będę. Spotkaliśmy się wszyscy w piątkę pod tym pokojem. Ledwo co Kai czynił honory dworu i chciał otworzyć to drzwi same ustąpiły! Dobra to dziwne. Weszliśmy tam powoli, ale co lepsze jak tylko wszyscy przekroczyli próg „nawiedzonego” pokoju trzysta trzynaście, drzwi same się zamknęły.
- E, to pewnie wiatr, balkon jest otwarty.
Zacząłem wyjaśniać to zjawisko w jakiś logiczny sposób. Jeżeli w taki się dało. W pokoju ogólnie nie było prądu, a na ścianie był portret tej Kate. Ładna kobieta swoją drogą jak na tamte czasy. Usiadłem powoli na wielkiej kanapie, a koło mnie Uru zresztą, tylko Reite, gdzieś wcięło.
- Ej, a co jeśli Reita tylko sobie żarty stroi?
- Pewnie tak, ale mam mały plan.
Objaśniłem im powoli co i jak dopóki nie pojawił się „wystraszony” basista.
- Ej ludzie, widziałem ducha! Poważnie paczcie!
Wskazała na garderobę. Aoi jako pierwszy podszedł i drżącą ręką chwycił za to świecące coś. Po chwili okazało się iż to jest lampa. Nie no spoko. Ten zaczął się brechtać, widząc nasze miny, no bo jak mu jebnę! Czas wprowadzić plan w życie!
Wszystko się zaczęło, jak basiście zachciało się seansu, czyli nawiasem mówiąc wywoływania duchów. Otworzyłem jedno oko i puściłem oczko do Aoi,a, że może zacząć.
- O biedna duszo, Kate! Ujawnij się! Jeżeli jesteś tutaj, zapukaj trzy razy!
Mówił Aoi, a Uru puścił moją rękę i zapukał o stół trzy razy, szybko chwytając. Udaliśmy zdziwienie, no Rei niezłą miał podjarke.
- Kate, zapókaj ponownie trzy razy.
No i niby Uru miał pukać, jednak coś go wyprzedziło co zrobiło się dziwne, ponieważ w pokoju otworzyło się jakoś samo okno. Nagle coś zawyło, a ja z moimi zdolnościami zmieniłem głos.
- Witajcie drodzy. Jestem Kate Bordegard. Dlaczego zakłócacie mój spokój, nędzne mrówki?
Ej, to było dziwne, ponieważ nawet jak bym zmienił głos to by tak nie brzmiał. O kurde. Czy my serio wywołaliśmy ducha? Spokojnie, Takanori to tylko twoja wyobraźnia. Nagle coś pacnęło Reia, a my zaczęliśmy się śmiać, jak ten spierdolił pod stół.
- Akira, to tylko my, nie istnieją duchy!
Zaczęliśmy się śmiać, a ten miał minę skarconego dziecka i równocześnie „Are you fucking kidding me?”. Sam wlazałem pod stół i go przytuliłem, serio się chyba wystraszył, ale go pocieszyłem, dałem mu buziaka, od dawna jesteśmy parą, ale jednak nie ujawniamy tego nawet chłopakom, nie ma takie potrzeby.
- Ej ludzie, ja nie ćpam, a z obrazu coś wyłazi!
Pisnął Uru, a my widząc to wystraszyliśmy się spierdalając jak najdalej.

wtorek, 4 marca 2014

One Shot "Odzyskana Miłość" xReitukix

Szedłem spokojnie późną nocą z dyskoteki z moim kolegą, z roku, na uniwersytecie muzycznym i plastycznym zarazem. No cóż, trzeba się odchamić i to ostro! A szczególnie po ostrym zapieprzu przed sesją. Na pustych i opustoszałych ulicach Tokio szliśmy we dwoje, no szczerze teraz to tylko ja, ponieważ Kouyou poszedł już do domu. Szedłem spokojnie w krótkich, obcisłych szortach, a paseczkami do nich miałem na kokardce zakolanówki. Szedłem w szpilkach, a górna garderoba to był gorset i bolerko. Byłem ostro umalowany i słyszałem jakieś dudnienie silników motorów, nie wiem ile było, znów są pewnie te głupie wyścigi. Wielu się zatrzymywało przy mnie i pytało ile biorę za noc, za loda, za chuj wie co. Ignorując to, poprzez zarzucanie grzywką, wszedłem na przejście dla pierwszych i nagle jeden praktycznie mi przed oczami przejechał, myślałem, że zawału dostanę, czy coś! Ruszyłem dalej, trzęsąc się, ten gościu zawrócił i coś do mnie mówił, a chuj z nim. Zdjął kask i chciał nawet za mną biec, ale nie zwracałem na to uwagi. Poszedłem do swojego mieszkanka, gdzie od razu wziąłem gorącą kąpiel i do łóżka. Była 5:45, czyli mam jeszcze dwie godziny snu i trzeba wstać na wykład! No kurwa! Eh, już nigdy po sesji na dyskę. Usnąłem, ale może dla mnie to była chwila, ale zadzwonił budzik tym upierdliwym głosem „Kochanie, meow, czas wstawać. Tygrysie!”, nienawidzę mojego przyjaciela, Kouyou! Jak ja się mogę z takim idiotą zadawać! On to na złość ustawił. Wyłączyłem to gówno i podniosłem się. Ubrałem rurki oraz najzwyklejszą koszulkę z napisem „Tokio”. Ubrałem glany, umalowany i uczesany wyszedłem z torbą na ramieniu, gdzie był zeszyt A4 i rozmaite ołówki wraz z długopisem. Poszedłem do mojego garażu na dole i pojechałem na rowerze tam z powodu pięknej pogody, a nie mam blisko na uniwerek. Kij, ze śniadaniem. Skręcałem powoli na następną uliczkę i ktoś prosto jebnął we mnie, spojrzałem już po fakcie, był to ten sam gościu co wczoraj na motorze, ale dziś był w aucie marki Nissan. Super, mój nowy rower, za 5 moich wypłat, z bycia kelnerem, poszedł się jebać! Szprychy poszły, koło wygięte, siodełko chuj wie gdzie, kierownica też nieciekawa, a ja byłem brudny, posiniaczony i jeszcze mam złamanie otwarte, przez co darłem się w niebo głosy, no boli, kurwa!

W końcu nadjechała karetka wezwana przez jakiegoś przechodnia. Wzięli mnie szybko do karetki i zawieźli do pobliskiego szpitala. Myślałem, ze oszaleje, gdy usłyszałem, że cholernie boli nastawianie, a bez znieczulenia, pewnie zejdę na miejscu! Choć czy może być coś gorszego od złamania otwartego? Tak, jest! Nastawianie kości ze złamania otwartego! No kurwa, zaraz się pochlastam. Jak zobaczyłem igłę, która miała podać znieczulenie to zrobiłem się blady jak ten kitel lekarza, chirurga, czy nie wiem kto to jest, nie znam się. Podali to znieczulenie i po chwili nie czułem bólu, ale dziwne mrowienie w całej ręce, a potem jakby była głazem, nie mogłem nią ruszać. Jak lekarz przystąpił do działa, zwanego teraz nastawianiem tej jebanej, wystającej kości z mojej ręki to padłem w długą, widząc to co on robi z nią.

Obudziło mnie pikanie maszyn. Nie wiem dokładnie ile leżałem bądź spałem, albo kij wie co robiłem, ale ręki nadal nie czułem! Pamiętam tylko urywki z końcowej scenki przed omdleniem. Rozejrzałem się i okazało się to iż znajduję się w sali szpitalnej. Ściany były lekko błękitne, koloru piany morskiej bardziej, a w sali znajdowało się jedno, wielkie, a raczej olbrzymie okno. A przez nie wpadały w wielkich ilościach promienie światła. Ja leżałem natomiast na lewo od tego okna, a koło mojego łóżka, w którym leżałem stała mała półeczka nocna o białym kolorze. Na nim był wazonik z kwiatami tulipana, a one miały bardzo urozmaicone kolory. Fiolet, żółty, niebieski, czerwony oraz wiele innych. Obok przeźroczystego wazoniku z kwiatami leżała mała karteczka, zgięta w pół. Wziąłem ją do ręki zdrową ręką i zacząłem czytać to co tam było napisane „Drogi Chłopcze. Chciałbym Ciebie przeprosić bardzo za szkody, które spowodowałem tym wypadkiem, kwiaty są dla Ciebie. Postaram się zrekompensować wyrządzone szkody. Yuu Shiroyama.”. Odczytałem z karteczki i odłożyłem z głębokim westchnięciem. Na półeczce znajdowały się również różne smakołyki. Batoniki, pomarańcze, banany oooo czekolada! Kocham czekoladę! Dobra gościu znalazłeś mój słaby punkt! Od razu złapałem za tabliczkę mlecznej czekolady, nawet trafił z firmą. Otworzyłem opakowanie, choć za pomocą jednej ręki i zębów było to dość trudne, ale dałem radę. Zacząłem się od razu zajadać połamaną czekoladą, ale czasami udając taką „szlachtę”.
- No milordzie, co sądzisz o tym wyśmienitym dla podmienia smakołyku?
- Ależ on jest wręcz wyborny, mój Drogi! Sama słodycz.
Gadałem sam ze sobą, Tsa. Jestem dziwny, bardzo dziwny, czasem..

Ze szpitala wyszedłem dość szybko, ponieważ poco mają trzymać praktycznie zdrowego człowieka na oddziale, tylko po nastawianiu ręki, kości, kij wie co. Szybko wróciłem do swojego domu, mieszkania, bloku czy tam budynku. Za pomocą klucza wszedłem na klatkę schodową i wyciągnąłem kartę magnetyczną by przejść na dalszą część korytarza. Zawołałem windę i wsiadłem do niej po chwili wciskając guzik z numerem dziewięć. Po chwili z BMX'em wleciał mój sąsiad, i tutaj pojawia się ten moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że to on cię potrącił autem! No ma czarnego nissana, ma Yashimurę, taki motor. No to pięknie. Ignorując dość wysokiego osobnika ubranego w czarne, podarte rurki, za dużą koszulkę z napisem „YOLO”, ciemnozieloną tak samo za dużą bluzą oraz z czapką z daszkiem, z „NY”, która ulizała jego czarne rozczochrane włosy. Boże czy on widzi te końcówki! Takie rozdwojone, a fe! Nie chcąc na niego patrzeć po chwili znalazłem się na swoim piętrze i wszedłem na korytarz.

Chciałem jak najszybciej się uspokoić po tym wszystkim i jakoś się umyć, zaraz jak mam się z tą ręką myć! Bardzo rozmyślając nalałem do dużej miski wodę, bardzo ciepłą wodę i chociaż wymoczyłem sobie stopy, jak na razie, potem przeszliśmy do trudniejszej części misji. Szarpałem się jak głupek, gdy zdejmowałem bluzkę. Wtedy robiłem najróżniejsze akrobacje i gimnastykę. Nawet sąsiedzi zaczęli walić miotłą o sufit, że mam tak głośno odbywać stosunku płciowego z kimś, ja pierdolę! Nigdy nikogo nie miałem, nigdy mnie oni z nikim nie widzieli to z kim miałem bym się ruchać?! Nie wierzę już w nich. Boże, pomódlmy się za idiotów, debili i imbecylów.

Moja kąpiel się skończyła po godzinie, dwóch, nie wiem, ale wiem, że moje mieszkanie zalałem doszczętnie. Jedną ręką jakoś udało mi się to wszystko wysuszyć, właśnie jakoś. Moje panele! Moje bardzo biedne panele. Eh. Po tym wszystkim naciągnąłem bokserki na tyłek i jakąś koszulkę delikatnie nałożyłem na siebie. Bardzo delikatnie. Gasząc telewizor i zamykając okno balkonowe udałem się do oliwkowego pomieszczenia, gdzie znajdowała się trzydrzwiowa szafa, łóżko na środku, a w kącie stało biurko z laptopem, gitara i regał na książki. Z niego wyciągnąłem jedną ciekawą książkę detektywistyczną i położyłem się na moim łóżku obok mojego kochanego psa, Korona. Nawet nie wiem kiedy moja głowa opada bezwładnie na miękką poduszkę w czarną w białe kropki podszewce.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Przetarłem senne oczy i starłem z kącika ust trochę śliny, nie ma to jak się ślinić! Pukanie nie ustawało więc podniosłem się i wręcz zaczynałem przeklinać tą usztywnioną rękę i ubrałem puchate kapciuchy. Udałem się po chwili do moich drzwi wejściowych, gdzie za nimi znajdował się ktoś, kto chciał się do mnie skutecznie dobić. W myślach miałem różne propozycje kto to może być. Może policją, która została nasłana przez moich kochanych sąsiadów, że niby za głośno odbywam stosunek seksualny, którego nie odbywam, ponieważ nie mam z kim, a pies się nie liczy! Nie jestem zoofilem. Choć i o to mnie podejrzewali. Tak, Takanori Matsumoto jest zoofilem, nie wiem kurwa gdzie! To, że jestem dla mojego Koronak jak mamusia to nic nie oznacza! Wcale. Choć jeszcze mogła być to przemiła staruszka z drugiej klatki co przynosi mi zawszę zapas ramenu, pączki i ciasteczka czekoladowe. Przemiła kobieta. Jednakże nie sądziłem, że tam ujrzę mojego znienawidzonego sąsiada, Yuu.
- Hej, Takanori.
Powiedział, co dziwne był tak szarmancko ubrany, pfff.
- Cześć, coś chcesz? Już wystarczająco dużo zrobiłeś.
Odparłem atakując go.
- Nie, chciałem przeprosić za to, że na ciebie wjechałem, ano, odkupiłem ci rower!
Powiedział ucieszony dając mi wspomnianą rzecz.
- Dziękuje, nic się nie stało, idź już.
Potraktowałem go praktycznie z góry i zamknąłem drzwi jak odszedł.
Po tym wszystkim chciałem odpocząć i w końcu to wszystko ogarnąć. Usiadłem na kanapie wieczorem, było dość cicho, co mnie cieszyło. Zapaliłem małą lampeczkę w rogu pokoju i wziąłem do ręki zdjęcie z ławy. Na tym zdjęciu byłem ja z moim kochanym Akim, ale niestety jakiś delikatnie mówiąc chuj, wjechał w niego na motorze, jak ten wracał z pracy. Zresztą także na motorze. Miał piękną Yashimure, czarną. Kupiłem mu ją na dwudzieste siódme urodziny. Z zeznań tego gościa co go zepchnął to na zakręcie zajechał mu drogę, a on nie mogąc wyhamować wypadł za barierkę i zaczął spadać na skalistym urwisku. Motor wybuchnął w trakcie co sprawiło, że jego ciało zostało odrzucone i zwęglone. Pamiętam jak się ze mną żegnał. Pracował w Hokkaido by dorobić na nasze wakacje. Odłożyłem zdjęcie i gapiłem się w nie, nawet nie wiedząc kiedy usnąłem.

Był jak zwykle piękny piątkowy poranek, ale jednak wiedziałem, że to będzie nasz ostatni wspólny poranek na dłuższy czas. Aki miał wyjechać do Hokkaido, do pracy. Podniosłem się wcześnie rano, była szósta, a on o dwunastej wyjeżdża na swojej Yoshimurze, którą mu kupiłem za zarobione pieniądze w restauracji mojego wujaszka Naokiego. Zamyślony zszedłem po schodkach na parter, w końcu mieszkaliśmy u niego, w domku jednorodzinnym. Był bardzo piękny i urządzony w starojapońskim stylu. To mi się najbardziej podobało w tym. Poszedłem do kuchni w celu zrobienia śniadania dla niego. Przyrządziłem jego ulubione jajka sadzone na tostach ze szczypiorkiem. Tosty nie mogły być ani za brązowe, ani za żółte od masła. Tak, on był bardzo, ale to bardzo wybredny. Jak tylko wszystko ładnie urządziłem na srebrnej tacy to zaparzyłem jego kawkę, musi być rozpuszczalna z mlekiem i dwoma łyżeczkami cukru brązowego. Co lepsze mleko musiało być świeże, pół tłuste i w szklanej butelce. Wszystko jeszcze udekorowałem sałatą na talerzu, cytrynką i rzodkiewką. Zaniosłem mu to powoli. Jednak bycie kelnerem się przydaje! Nic nie rozlałem z kawy. Odłożyłem tacę na biurko obok i usiadłem na łóżku.
- Aki, Aki kochanie. Wstajemy, śniadanko przyszło.
No była godzina dziewiąta. Mój śpioszek.
- Akiś, kociaku bo cię zgwałcę.
Zagroziłem mu, a ten się uśmiechnął perwersyjnie.
- Uh ty! Wstawaj no.
Mruknąłem i w końcu położyłem mu to śniadanie na kolanach, a ten widząc jej zawartość aż się uśmiechnął.
Zajadał się z szerokim uśmiechem.
Po tym jak zjadł postanowiliśmy się razem umyć, toteż poszliśmy do pomieszczenia zwanego łazienką. Napuścił dużo ciepłej wody do wanny i rozebrał mnie, a następnie siebie. Uwielbiałem patrzeć na jego nagie ciało. Nagi tors, nagie ramiona. Był taki idealny. Weszliśmy do parującej wody, która natychmiastowo ogrzała nasze organizmy. Wziąłem gąbeczkę w kształcie serca do ręki i namydliłem ją. Położyłem się na brzuchu przednim, a każdy ruch jaki wykonałem graniczył z podrażnieniem jego prącia przy pomocy mojego torsu. Lubiłem słuchać jak mruczy. Delikatnie obmywałem jego doskonale wykreowany tors gąbeczką, a wargami muskałem jego różowiutkie sutki. Pod dotykiem moich warg oraz dłoni, ponieważ mycie mi się znudziło to nie mogłem dopuścić by drugi sutek czuł się samotny! Słuchałem jego cichych westchnień i sapanie mojego imienia. Czułem jak mój ukochany cały się napina i rozluźnia, w zależności od nasilania pieszczot. Usta zastąpiłem drugą dłonią i wspiąłem się do jego malinowych ust. Oparłem go o bok wanny i delektowałem się jego ustami. Nasze ciała ocierały się o siebie. Po chwili oderwałem się od jego ust, tym samym pomiędzy naszymi językami pozostała cienka nitka śliny. Uśmiechnąłem się na to i zszedłem w dół. Przed moją twarzą ujawniła mi się jego dumnie stojąca erekcja. Mój uśmiech się momentalnie poszerzył, ustami zacząłem ją delikatnie muskać oraz szczypać ząbkami. Całowałem dokładnie cały trzon z główką, aby po chwili wziąć go głęboko w usta. Na tą pieszczotę jęknął głośniej, muzyka dla moich uszu.
Co lepsze po niedługim czasie zalał moje usta ciepłą, białą w dużych ilościach cieczą. Wyjąłem go z ust i wziąłem go w rękę poruszając ją w górę i w dół co spowodowało dopełnienie poprzedniego orgazmu, przez co wytrysnął mi na twarz. Sapał, bardzo sapał, ale co zrobi, że ma niewyżyte uke. Uśmiechnąłem się zadziornie i wziąłem na palec spermę z policzka, a po chwili zatopiłem ten sam palec w swoich ustach i poruszałem nim do przodu i do tyłu. Sam nie wiem jak ja jeszcze sam nie doszedłem. Przymknąłem oczy i dokładnie wylizałem jego prącie. Otworzyłem ponownie oczy i spojrzałem na jego twarz. Piękna i zarumieniona. Słodziak! Podniosłem się z jego pomocą, czyli mu mało jest! Wiedziałem. Podniósł moje biodra, a po chwili wbił się we mnie brutalnie na co jęknąłem zadowolony. Kocham tą jego nutkę pikanterii. Siedziałem chwilę na jego biodrach, chcąc się przyzwyczaić, jednak mój ukochany stwierdził inaczej. Oparłem się o jego ramiona, prawie kładąc się na nim, a on podniósł mnie za biodra i zaczął szybko oraz rytmicznie wchodzić. Jęczałem mu wprost do uszka. Obaj byliśmy spoceni, a nasze ciała gorące. Woda robiła się chłodna, przez co ochładzała nasze zgrzane ciała.
- Ach, Akira! Tutaj!
Krzyknąłem zadowolony, gdy wchodził pod różnymi kątami, aż w końcu trafił w ten jedyny, właściwy. Zaczął główką penisa napierać na moją prostatę z coraz to większą siłą, która narastała jak wchodził we mnie. W końcu jego nabrzmiała męskość zadrżała i doprowadziła go do kolejnego orgazmu. Rozlał się we mnie, a ja pobrudziłem nasze brzuchy. Jego biodra opadły na dno wanny, a mój tyłek wraz z nimi. Sapaliśmy cicho
ze zmęczenia.
- Byłeś wspaniały, Akiś. Jak zawszę.
Powiedziałem pomiędzy przerwami na nabranie powietrza do płuc, czyli sapania i musnąłem jego usta.
- Ty też, Kociaku.
Odpowiedział, równie zmęczony i odwzajemnił pocałunek. Głaskał moje plecy. Chwilę tak leżeliśmy, ale z powodu, że woda zrobiła się lodowa oraz nieprzyjemna to wyszliśmy. Ubrałem się jakoś w miarę normalnie, a Aki powoli się szykował, była już jedenasta. Czułem w sercu, że coś się stanie.
- Musisz jechać? Proszę zostań, nie jedź. Wyjazd nie jest najważniejszy! Przecież wiesz, że będę się martwić. Mam dziwne przeczucia.
Próbowałem go jakoś przekonać.
- Kochanie wiesz, że już nie ma odwrotu, muszę jechać. Nic się nie stanie, obiecuję, będę uważał. Jak dojadę to zadzwonię do Ciebie, Skarbie. Będę dzwonić codziennie, obiecuję.
Pocieszył mnie i objął czule, ubierając powoli swoją skórzaną kurtkę. Pocałował mnie we włosy, w nos, policzku, brodę, a na końcu w usta. W usta najdłużej całował, delektując się nimi.
- Obiecaj, że wrócisz szybciej niż zdążę powiedzieć „stół z powyłamywanymi nogami”.
Szepnąłem mając w oczach łzy. Nie chce by jechał, mam głupie przeczucia.
- Obiecuję, zanim się nie obejrzysz to wrócę. Kocham Cię, Takanori.
Odpowiedział, delikatnym i czułym głosem. Pocałował mnie ostatni raz i przytulił ocierając moje łzy. Założył czarny kask i wsiadł na motor. Odpalił go, a ja jeszcze podbiegłem i uchyliłem szybkę od kasku.
- Ja ciebie też kocham, Aki. Wracaj szybko. Jedź z Bogiem.
Wydusiłem z siebie. Nie byłem zbyt religijny, ale czasem trzeba. Zasłoniłem mu znów tą szybką i przytuliłem ostatni raz. Odjechał. Patrzyłem tak za nim, a on jeszcze mi pomachał. Stałem tak, patrząc dopóki nie zniknął mi z horyzontu, a warkot silnika nie przestał docierać do moich uszu. Wróciłem do domu, by móc się spokojnie wypłakać.
Po trzech tygodniach czekając w końcu na jego powrót mojego ukochanego wszystko przygotowywałem. Rozmawiałem z nim rano i mówił, że będzie tak pod wieczór, więc przygotowałem wystawną kolację i coś na pikantną oraz pełną przeżyć noc. Jednak te przygotowania przerwały
mi dźwięki dzwoniącego telefonu. Poszedłem cały w skowronkach do salonu, nucąc skoczną piosenkę z uśmiechem na ustach.
- Hallo? Tutaj Takanori, z kim rozmawiam?
Zapytałem z uśmiechem do słuchawki.
- Tutaj doktor Toshiya Dashi, dzwonię w jednej bardzo ważnej sprawie. W pobliżu Tokio był poważny wypadek i podejrzewamy, że poszkodowany w tym wypadku może być Akira Suzuki, czy może pan przyjechać w sprawie rozpoznania zwłok?
Zapytał doktor, a moje serce momentalnie pękło. Spokojnie Takanori, to na pewno pomyłka. Tak, tak to na pewno pomyłka, pojedziesz i wrócisz, przecież Aki zaraz wróci, prawda?
- Dobrze, zaraz będę.
Lekarz w międzyczasie podał mi adres i pojechałem tam. Wszedłem do kostnicy w zielonkawym fartuchu. Odsłonili ciało, a ja wręcz zacząłem wyć. Ciało było bardzo zwęglone, ale coś błyszczało, był to medalik, medalik Akiry! Dostał go ode mnie.
- T-tak to Akira Suzuki.
Skwitowałem w łzach. Płakałem, wyłem, krzyczałem.
Nie, to nie może być prawda! Nie! Nie zgadzam się!
Otworzyłem oczy z wielkim krzykiem podnosząc się gwałtownie. Znów to wróciło, znów! Ja nie chce, ja już mam dość tego wszystkiego. Psycholog, psychiatra no w końcu mnie do psychiatryka wyślą. Zacząłem nad zwyczajniej płakać w poduszkę. Mam dość, mam po prostu dość. To wszystko mnie wykańcza. Po raz kolejny się musiałem wziąć tuzin moich leków uspakajających. Podniosłem się i ubrałem zwykłe spodnie dresowe, bluzkę i na to kurtkę. Upiąłem Korona wychodząc na dwór z nim. Była ulewa, ale chuj z nią. Musiałem się przejść by w domu nic nie rozjebać na kawałki. Płakałem, płakałem z bólu psychicznego. Koron wiernie szedł koło mojej nogi, on mi został. No może też Kou, ale to tak przelotnie. Dotarłem nawet nie wiem gdzie, ale wszedłem do pierwszego lepszego baru z Koronem. Zapłaciłem za to by pies mógł przebywać w lokalu i usiadłem przy barze. Zamawiałem drink za drinkiem, piwo za piwem, kolejkę za kolejką. Piłem wręcz do zamknięcia baru, potem nogi mi się plątały. Przed oczami nadal miałem widok zwęglonego ciała Akiry, a bynajmniej miałem takie wrażenie, że jego. Ulice były puste, ale to było złudne, gdy ciężarówka oblała mnie wodą z kałuży, a ja wpadłem na jakąś parę. Miło. Opierdolili mnie, a ja nic sobie z tego nie robiąc poszedłem dalej. Było ciemno, a wcześniejsze zdarzenie sprawiło, że troszkę wytrzeźwiałem, minimalnie. Koron szedł już zmęczony, a mi plątały się nogi. Spojrzałem w górę ze łzami.
- Dlaczego Aki? Obiecałeś, obiecałeś, że wrócisz. Obiecałeś.
Szeptałem cicho łkając. Patrzyłem w wielki, błyszczący księżyc
oraz gwiazdy, które migotały na czarnej kurtynie nieba. Zobaczyłem spadającą gwiazdę. Przymknąłem oczy, z których wypływały małe diamenciki, zwane łzami.
- Proszę, chce by Aki żył, wrócił. Po prostu by był.
Wyszeptałem i dotarłem do domu. Jak tylko dotarłem do mieszkania położyłem się na kanapie usypiając. W uszach rozbrzmiało mi nasza ulubiona piosenka „Hallelujah”. Kocham ją. Obudziłem się z nią w uszach, ale było ciemno, a w drzwiach chrobotał zamek. Wystraszyłem się i ponownie szybko położyłem, włamywać? Nie no, ale? Nie, nie możliwe. A może jednak? Ech! Po chwili drzwi ustąpiły, a w nich była wysoka osoba. Była zmoknięta, bo słyszałem jak szeleszczą tej osobie buty jak i kurtka, pewnie skórzana.
Zapalił światło duże, a ja przymknąłem szybko oczy. Podszedł do mnie i pogłaskał mnie całując w czoło, zaraz.... czy on mnie pocałował w czoło? Otworzyłem oczy i tutaj szok! To był Akira!
- Kochanie, wytłumaczę Ci to.
Co on chce mi tłumaczyć, przecież nie zmartwychwstał!
- Aki..
Szepnąłem przez łzy, strzeliłem mu tak w twarz, że sobie popamięta, a potem go pocałowałem namiętnie i czule. Objął mnie i oddał pocałunek.
- Takuś, musiałem po prostu wszystko przemyśleć, ten kto zginął był moim dublerem. I tak to był jakiś gościu co zrobił to dobrowolnie. Przepraszam, ale już jestem. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham. Nie zostawiaj mnie już samego na tak długo.
- Dobrze. Przepraszam Cię.
- Nie masz za co, Kotku.
THE END

sobota, 1 marca 2014

Liebster Award

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie miałam czasu by zaglądnąć do bloga:

1.[P] Kiedy powstał Twój blog?
[O] No jakoś przed świętami Bożego Narodzenia. Nie pamiętam dokładnie daty.

2. [P] Co robisz w wolnym czasie?
[O] Przeważnie siedzę przed laptopem i słucham muzyki.

3.[P] Czego słuchasz?
[O] Praktycznie wszystko co mi się spodoba, ale na pewno jrock oraz rap.

4.[P] Co lubisz czytać?
[O] Pewnie, że Yaoi xD Szczególnie coś puchatego lub do bólu zboczonego, ale niestety tylko paringi The Gazette ; _ ;

5.[P] Do której klasy chodzisz?
[O] Pierwsza gimnazjum. 

6.[P] Co lubisz jeść?
[O] Wszystko co mama mi zrobi XD
 
7. [P] Jak lubisz się ubierać?
[O] Przede wszystkim wygodnie. Jeanse, tunika i bluza.

8.[P] Co daje Ci natchnienie do pisania?
[O] Przeważnie piosenki, różne filmy lub sama z nudów wymyślam.

9.[P] Kto jest twoim aktualnym idolem?
[O] The Gazette oraz KaeN.

10. [P] Masz jakiś fetysz/zboczenie? Opisz.
[O] Nie wiem nawet ; - ; Bardzo lubię jak chłopak nosi rurki. Nie wiem czy można to nazwać fetyszem DX A zboczenie? Bitch pleas, ja jestem cała zboczona, ale tego nie okazuje xD

11.[P] Jakie ff lubisz czytać?
[O] Wybacz, nie rozumiem pytania ; - ;

OneShot "Hallelujah" xReitukix

Witam! Przepraszam za długi czas mojej nie obecności, ale moja wena szybko ucieka ; - ; Jednak dziś tchnęło mnie na "smuta", choć nie wiem czy to można nazwać smutem. No nic, przepraszam za błędy i, że takie krótkie!
 

[Reita]

Był piękny sobotni poranek. Siedziałem spokojnie przed komputerem, jak zwykle od jakiegoś czasu. Zostałem takim typowym „no live”. Jest to od jakiegoś czasu, a mianowicie gdy zakochałem się w pewnej małej, pięknej osóbce, która zwana jest Takanorim bądź Rukim. Nie wiem kiedy to się stało, że zakochałem się w mężczyźnie, zawszę „niby” wolałem kobiety, a może jednak one były tylko zapchaj dziurą, ponieważ serce szukało kogoś wyjątkowego, który wypełni tą niezmierzoną jak kosmos dziurę? Możliwe. Wstałem w końcu od komputera i zacząłem się sam siebie okłamywać. Wziąłem telefon oraz portfel. W progu nikt mnie nie żegna, choć jeszcze sprzed miesiąca, stała tam moja matula. Wychodzę na dwór ubrany, pocieram skroń i słyszę ciche nucenie „Hallelujah”. Wsiadam do auta i odpalam je, odjeżdżając. Jadę powoli, przepisowo. To nie jest do mnie podobne. Nigdy, ja Akira Suzuki, gościu co wszyscy z drogówki Tokijskiej znają i jest kolekcjonerem punktów karnych i mandatów. Nie raz się śmialiśmy, że moje wypłaty z wytwórni na mandaty i naprawę auta. Z rozmyśleń nad tymi pięknymi latami wyrywa mnie klakson innego auta, ruszam i skręcam kilka przecznic dalej, zatrzymuję auto, wyciągam czekoladki i kwiaty z bagażnika. Mieszka na parterze i ma dość duże okna. Byłem zdziwiony, że ma żaluzje odsłonięte. Spoglądam z uśmiechem, widząc jego piękną, blond czuprynkę. Jednak ten uśmiech znika, gdy podchodzę bliżej. Nie był sam, obejmował go Yuu, mój „rywal”. Moje serce pękło na miliard kawałków. Odchodzę zdołowany tym i wywalam kwiaty oraz czekoladki do pobliskiego, mieszczańskiego śmietnika. Zdołowany tą sytuacją, zostawiam zamknięte auto przy jego bloku i szedłem przed siebie na długi spacer. Nie wiem ile tak spacerowałem. Słońce, które zachodziło i opatulało największe wieżowce, biurowce i drapacze chmur. Stoję na największym, łzy spływają powoli po mich policzkach spadając szybko w dół. Chcę jakiś znak od niego. Jednak on nie nadchodzi. Moje kroki prowadzone są ku krawędzi, w końcu przestaje mieć grunt pod nogami. Zaczynam spadać, a oschła śmierć rozkłada do mnie ramiona. Sam jak na zawołanie rozkładam je również, jakby chcąc się do niej przytulić, tak jak do kochającej matki. Siła ciężkości robi swoje i nabieram prędkości, skórzana kurtka przypomina teraz jakby pelerynę, a włosy robią co chcą. Otwieram tylko na chwilę oczy, po chwili moje ciało niespodziewanie styka się z podłożem. Oczy nadal mam otwarte. Widzę go, który czule obejmuję Yuu, a potem żegnając się z nim podchodzi do mnie, wyciąga do mnie rękę i szepcze do ucha ciche „Hallelujah”. Pulsu brak, a moja dusza staje obok i płacze bezdźwięcznym krzykiem rozpaczy. Wcześniej mu wysłałem SMS o treści: „Drogi Takanori, pewnie i tak nic sobie nie zrobisz w sprawię mojego samobójstwa, ale chcę tylko Ci przekazać, że kocham Cię. Nie ważne co nas dzieli czy kilometry czy śmierć, jak w moim przypadku. Kocham Cię i będę czuwać nad Tobą i Yuu. Przeproś chłopaków ode mnie i fanów. Na zawszę Twój Ue-chan”. Pisząc go płakałem jak głupi, ale cóż. Widziałem swój pogrzeb. Przyjaciół z dawnych szkół, nauczycieli, całą naszą wytwórnię i rzeszę fanów. Takanori płakał jak inni z naszego zespołu, ale wiem, że znajdą nowego, lepszego basistę. Urocze było jak przytulał się do Yuu. Chociaż tak będę się cieszyć z jego szczęścia. Moje ciało w trumnie nie wyglądało zbyt dobrze, było zmasakrowane. No nic. Przy zdjęciu pisało”Najlepszy syn, nie spełniony romantyk, niezwykły basista.”
THE END.